W co wyposażyć dziecko na spotkanie z dorosłym życiem?

Będąc rodzicem dorastających dzieci zastanawiamy się w jakie umiejętności wyposażyć latorośle by poradziły sobie w życiu. Do jakich szkół i na jakie studia wysłać, by pozyskane przez nie informacje, umiejętności i zdobyte zawody sprawiły, by nasze dzieci miały dobre i dostatnie życie biorąc pod uwagę, że wiele z tych informacji dezaktualizuje się, a i zawody przestają istnieć zaraz po ukończeniu niektórych studiów. Ogromna ilość młodych ludzi szuka także swojego miejsca poza granicami kraju, a biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą i polityczną, będzie ich coraz więcej.

Z takim pytaniem spotkałam się na jednej z grup na fecebooku. Bardzo uważnie przeczytałam wszystkie komentarze, pomimo ogarniającej mnie coraz większej irytacji, bo roiło się tam od wyszukanych słów, korporacyjnej nowomowy, zdań silących się na wzniosłe misje i wyznaczające dalekosiężne cele. 
Sama poszłam na studia już w dojrzałym wieku w nadziei na dokształcenie się i zdobycie wiedzy. Po wydaniu kilkunastu tysięcy złotych i straceniu wielu weekendów z życia z całą odpowiedzialnością oświadczam, że nie było to tego warte. Na polskich studiach uczono mnie rzeczy, które są już historią, wiadomości są w 100% nieaktualne, poparte badaniami i wnioskami dawno już obalonymi we współczesnym świecie. A dowiedziałam się tego wszystkiego obserwując i uczestnicząc w życiu na emigracji w Norwegii, Irlandii i Wielkiej Brytanii. W tej ostatniej od ponad 5 lat. Jedyna korzyść z moich studiów to taka, że potrafię przeczytać ze zrozumieniem artykuły ekonomiczne i wiem, gdzie szukać odpowiednich wiadomości z zakresu psychologii, ale tego mogłam się nauczyć również sama, przy pomocy mentora i na zajęciach mastermind.
Prawie całe swoje dorosłe życie przepracowałam w branży gastronomicznej. Jestem samoukiem. Byłam kelnerką, kucharką, menadżerką restauracji, szefową kuchni. Wiem, jak się produkuje żywność do sklepów, restauracji, pubów i straganów ulicznych. Potrafię stworzyć dokumentację dla każdego lokalu gastronomicznego, popularnie w Polsce nazywaną HACCP – napisałam ich kilka w czasach, gdy w Polsce nie istniały żadne źródła. Jeżeli czegoś nie wiem, to potrafię się tego nauczyć przez obserwację i podglądanie innych przy pracy oraz wyszukiwanie treści w internecie, coraz częściej omijając polskie strony, bo nie lubię treści, które nie dostarczają konkretów, a pełne są za to ogólników, wodolejstwa i tracę niepotrzebnie czas czytając bzdury. Świetnie sobie radzę w sytuacjach kryzysowych i w pracy w ekstremalnych warunkach pod ogromną presją czasu i stresu. Praca w gastronomii nie wygląda tak, jak w popularnych programach telewizyjnych czy filmach. Aby obalić ten mit, napisałam nawet o tym książkę.
W swojej branży codziennie przychodzi mi pracować z młodymi i bardzo młodymi ludźmi. W Wielkiej Brytanii sporo ludzi zaczyna pracować nie po studiach, a przed lub w trakcie. I nie wynika to z zasobności portfeli rodziców. Spotkałam w swojej branży ludzi z bogatych domów czy pracujących w czasie wakacji czy w okresie świąt studentów najlepszych uczelni na świecie. Moimi kolegami z pracy są już 16-latkowie. Niektórzy idą do pracy, bo rodziców nie stać na dalsze kształcenie (chociaż system pomocowo-kredytowy jest świetnie rozwinięty) lub po prostu nie chcą się dalej uczyć. Wielu z nich poczuwa się do pomocy w dołożeniu się do domowego budżetu. Nikomu nie przynosi ujmy na honorze praca jako kelner, barman nalewający piwo czy praca na zmywaku. Tu każdą pracę się szanuje i każda jest potrzebna. Wiele firm oferuje zresztą rozwijanie ścieżek kariery w strukturach firm i nie trzeba kończyć studiów, by dopracować się wysokich stanowisk. Można na pewnym etapie kariery dokształcić się na studiach, ale wtedy, gdy jest to potrzebne, a nie dla samego posiadania dyplomu. Za granicą zetknęłam się z nowoczesnymi systemami i dostałam na tacy wszystko, co było mi potrzebne w pracy, by móc obsłużyć dziennie kilkaset osób. I nie, to nie był McDonald, a duże restauracje. Miałam w swoich miejscach pracy 24-letnich menadżerów, którzy w firmie pracowali od 16 roku życia zaczynając od sprzątania stołów i ścierania rozlanego piwa. Z drugiej strony – mam ogromną możliwość obserwacji młodych ludzi i słuchania ich rozmów, bo w lokalach gastronomicznych wasze dzieci bywają. Gdybym teraz miała coś poradzić rodzicom szukającym ścieżek rozwoju dla swoich dzieci powiedziałabym:
  1. Studia w Polsce to ściema, a nie wykształcenie. Poza kilkoma wyjątkami, gdzie ukończenie studiów jest warunkiem wykonywania zawodu, cała reszta służy rozrywce i przedłużeniu okresu utrzymywania dorosłego człowieka. Jeżeli masz ochotę zafundować swojemu dorosłemu dziecku kilka lat szwendania się po barach i pubach, testowania wariantów partnerów seksualnych, szukania „własnej tożsamości”, „sensu życia” i „wyrażania własnego ja” za twoje ciężko zarobione pieniądze, to się częstuj. Ale nie licz, że twoje dziecko wyniesie jakieś inne praktyczne umiejętności i pracodawcy będą go lub ją rozchwytywać, bo zna 2 języki (ok. „zna”) i może sobie wpisać w CV jakąś prestiżową, znaną lub uznaną uczelnię. Za granicą barman, ochroniarz lokalu czy sprzedawca na targu posługuje się co najmniej kilkoma językami i jest to standard, nie wyjątek.
  2. Zwróć uwagę, co tak naprawdę twoje kilkunastoletnie lub starsze dziecko umie zrobić w domu. Czy potrafi coś ugotować z tego, co znajdzie w lodówce i w szafkach kuchennych? Czy potrafi zrobić zakupy, jeżeli napiszesz, co jest potrzebne bez doprecyzowania, ile dokładnie lub jakiej marki, bo orientuje się, ile i czego zużywacie w domu? Czy wie, ile kosztuje masło, chleb czy płyn do prania? Czy potrafi zetrzeć rozlany płyn z podłogi lub blatu, umyć szklankę tak, by była czysta, włożyć prawidłowo rzeczy do zmywarki (bez resztek jedzenia!)? Czy wie, jakie zachodzą procesy z jego ubraniem pomiędzy wrzuceniem do kosza z brudną bielizną a wyjęciem uprasowanego t-shirta z szafy? Nie, nie żartuję. Codziennie mam do czynienia z osobami dwudziestokilkuletnimi, którym tłumaczę i pokazuję, jak się wykonuje zwykłe czynności i zastanawiam się, w jakich wychowali się domach.
  3. Czy Twoje dziecko potrafi dotrzeć pod wskazany adres i nie wróci, bo nie wie, że po jednej stronie ulicy są parzyste numery domów, a po drugiej nieparzyste? Tak, tak mówimy o dwudziestolatkach, którzy zapomnieli telefonu i aplikacja im nie wskazała adresu. Potrafią na tyle ogarnąć rzeczywistość, żeby przyszło im do głowy, że w miastach na świecie są po dwa i więcej lotnisk lub po kilka ogromnych dworców i trzeba dojechać na właściwy z odpowiednim zapasem czasu, bo samo przejście z terminalu na drugi terminal może trwać pół godziny, albo trzeba dojechać pociągiem?
  4. Wyłączcie w domu telewizor. Niech służy na takiej samej zasadzie jak mikrofalówka. Włączany wtedy, gdy rzeczywiście potrzebny. Oglądajcie coś konkretnego, co was interesuje (film, program), bez reklam. Odetnijcie się od polskich wiadomości, celebrytów, dziennikarzy. Obalcie autorytety. Szukajcie treści na różnych portalach, słuchajcie różnych ludzi, nawet tych znacząco odbiegających od waszych poglądów i wyrabiajcie swoje opinie. Nauczcie tego swoje dzieci, niech nie podążają ślepo za tłumem. Niech mają własne zdanie. I szanujcie zdania i opinie swoich dzieci. Niech czują, że są w domu bezpieczne. Podważajcie autorytety i nie uczcie ślepego szacunku do starszych, księży, lekarzy, adwokatów czy ludzi zamożnych. Wśród nich też trafiają się kanalie. Nauczcie swoje dzieci „patrzeć rozumem” – nie to, co ktoś mówi, ale czy to co robi mniej więcej zgadza się z tym, co deklaruje. W wielu domach telewizor jest włączony non stop. Nie wiem, jak można mieć własne przekonania karmiąc się taką sieczką, krzykiem i napastliwością.
  5. Nauczcie dzieci mówić co czują. Nazywać odczucia i emocje. Jeżeli sami nie umiecie, to się nauczcie. Prosty test: odpowiedz sobie na pytanie – co czujesz w tej chwili? Nie, JAK się czujesz, tylko CO czujesz. Zwróćcie uwagę, że 99% ludzi nie odpowiada prawidłowo na to pytanie, bo go nie rozumie. A od tego zależy obrona siebie, ustosunkowanie się do przemocy czy tego, co jest ważne w danej chwili.
  6. Pokazujcie swoim dzieciom skąd co się bierze. Jedzenie, prąd, internet. Uczcie, gdzie szukać potrzebnych informacji, opowiadajcie o dobrych, pomocnych ludziach. Prowadząc rozmowy w domu zwracajcie uwagę jakim tonem się do siebie odnosicie, jak krytykujecie, jak narzekacie. Nie chrońcie swoich dzieci przed przykrymi tematami: brakiem pieniędzy, śmiercią, chorobą, rozwodem. Niech to również będzie ich życie. Niech patrzą, jak radzicie sobie z problemami albo jak nie radzicie. Jak podnosicie się z kryzysów.
  7. Akceptujcie wszystkie aktywności swoich dzieci. Dopóki nie łamią prawa i nie krzywdzą innych, wykorzystując możliwości, warunki bytowe, zasoby finansowe – niech mogą wszystko. Wy podpowiadajcie ścieżki, możliwości, wskazujcie momenty krytyczne czy niebezpieczeństwa. Ale pozwólcie im sobie z tym poradzić, nie wyręczajcie ich. Niech doświadczą zła, łez, bezsilności, bezradności, biedy. Lepiej, żeby doświadczyli tego pod waszym okiem teraz, niż później, kiedy was zabraknie.
  8. Nie akceptujcie odpowiedzi, że się czegoś nie da, jeżeli wiecie, że się da. Uczcie szukać rozwiązań i dróg wyjścia.
Wiele zawodów i miejsc pracy znika na moich oczach. Jeżdżę pociągami bez maszynistów, robię zakupy w sklepach, gdzie są tylko samoobsługowe kasy, to samo z nadawaniem przesyłek na pocztach. W restauracjach i kawiarniach coraz więcej czynności jest w gestii samych gości, na lotniskach sama się odprawiam, nadaję bagaż i przechodzę przez kontrole paszportowe. Nie pamiętam, kiedy byłam w banku, wszystko można załatwić on-line. Wszędzie pojawia się coraz więcej systemów, czytników, automatów, formularzy do pobrania, wypełnienia i odesłania. Głosuję listownie. Znikają stacjonarne sklepy i galerie handlowe. W ciągu 5 lat w urzędach stacjonarnych byłam 2 razy, raz na początku aby uzyskać brytyjski numer ubezpieczenia i raz by zarejestrować się do głosowania w brytyjskich wyborach. Wszystko załatwiam on-line, mailowo lub telefonicznie, a jest tego i tak bardzo, bardzo mało.  Ogromna rzesza ludzi musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, która zmienia się na moich oczach. Czytając komentarze i rady innych osób pod tamtym pytaniem rodziców dorosłych dzieci ogarniała mnie furia, bo pełne były ładnych słówek i korporacyjnych zwrotów. Przewijały się w nich nowe technologie, automatyzacje, nowe systemy podatkowe, roboty przyszłości. Akurat nowych technologii to my możemy się uczyć od naszych dzieci, z tym to sobie poradzą. Ale jeżeli serwisujesz swoje dziecko siedzące przy komputerze (widziałam wiele razy w zaprzyjaźnionych domach jak „dziecku” przy komputerze podawane jest jedzenie, mówione jest, kiedy ma się umyć, iść spać i w co ma się ubrać), to ono sobie nie poradzi, kiedy dotknie go kryzysowa życiowa sytuacja, skrzywdzi go inny człowiek lub dosięgnie jakiekolwiek inne nieszczęście. Zwykła krytyka czy wytknięcie błędów i poproszenie o naprawienie ich miłym i przyjaznym tonem potrafi młodych ludzi doprowadzić do łez i rzucania pracy z godziny na godzinę. 
Pytanie powinno brzmieć nie CO studiować i czego się uczyć, bo tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy wywróżyć ze szklanej kuli, tylko Jak się przystosować do zmian, nowych rynków, skąd czerpać informacje i JAK radzić sobie z przeszkodami, stresem i presją. Młodzi ludzie nie wiedzą, gdzie szukać pomocy, informacji, wsparcia, innych ludzi. Pominę tutaj litościwie wszelkie portale społecznościowe służące do zabawy, lansu czy reklamy, bo nie o takie szukanie ludzi mi chodzi. Oczywiście generalizuję tutaj, bo spotykam również wspaniałych młodych, którzy doskonale sobie radzą i po kilku wskazówkach wiedzą co, gdzie i jak. Ale z przerażeniem widzę, że o ile 30 lat temu osoba nie umiejąca zrobić sobie czegoś do jedzenia czy umyć szklanki trafiała się jedna na rok, tak teraz mam z takimi do czynienia codziennie.
Obecny kryzys bardzo zweryfikuje przydatność wielu zawodów i ludzkich umiejętności. Z całym szacunkiem dla wielu z was i waszych bliskich, ale to nic innego jak selekcja naturalna. Przetrwają silni, zarówno pod względem własnego zdrowia, jak i kondycji psychicznej. Przetrwają ci, którzy zamiast załamywać ręce i zwalać winę na rząd, pandemię czy cokolwiek innego zaczną myśleć, co zrobić zamiast czego zrobić nie mogę. Gospodarczo przetrwają ci, którzy będą umieli się przystosować, przekwalifikować, ci którzy naprawdę umieją coś, co jest potrzebne do życia i przeżycia innych ludzi. Ci, którym nie uwłacza „praca poniżej kwalifikacji” bo nagle się okazało, że np. panowie śmieciarze są pracownikami kluczowymi dla gospodarki.
Najważniejsze są wartości, szacunek do innych ludzi i ich pracy, zdolność przystosowywania, współpraca, odporność na stres, niepoddawanie się trudnościom, a nie daty historyczne czy najnowsze technologie. Tych zawsze można się po prostu nauczyć. Aby nasze dziecko poradziło sobie w życiu, musi doświadczyć także konsekwencji, bólu i zła. I choć nasze serca krwawią, kiedy patrzymy, jak nasze dziecko cierpi, to pocieszmy się, że tak odbywa się hartowanie. Nie wychowujemy dzieci dla siebie, ale dla świata, a świat jest również zły. Nauczmy je więc żyć bezpiecznie w niebezpiecznym świecie.
Written by Róża Wigeland