• 0 Items - £0.00
    • Brak produktów w koszyku

Blog

Zmiana miejsca zamieszkania z dużej miejscowości na małe nadmorskie miasteczko z jego deszczami i sztormami pociągnęła za sobą przeorganizowanie stylu życia.  Wejście w wiek dojrzały i lekka zmiana sylwetki przypieczętowały decyzję, że nadeszła pora na wymianę, a przynajmniej uzupełnienie garderoby. Kilkakrotna wizyta w sklepach i butikach nie tylko nie przyniosły mi przyjemności i zadowolenia, ale wprawiły w złość i irytację. Naręcza ubrań branych przeze mnie do przymierzalni oddawałam z powrotem ekspedientkom do odwieszania, bo nie układały się na moim ciele. Istniały niejako obok i pomimo moich kształtów.

Zaczęłam więc baczniej przyglądać się kobietom na ulicach, analizować, w co chodzą ubrane i zgadywać, gdzie mogłyby ewentualnie dane rzeczy kupować. Doszłam do niewesołego wniosku: moda jest okrutna. I to nie z powodu zwierzątek hodowanych na futra czy zasłabnięć modelek dożywianych w szpitalach kroplówkami. Nie dzieje się to na moich oczach lub tuż obok mnie, więc i nie za często zaprząta to moje myśli.  Na co dzień widuję za to siebie w lustrze i inne panie obok mnie. I twierdzę, że moda nie jest po to, byśmy ładnie wyglądały. Moda jest wyłącznie po to, by na nas i naszej próżności zarabiać. Moda jest przede wszystkim okrutna dla tych, dla których jest tworzona. Pierwszy z brzegu przykład: czyż nie jest okrucieństwem stworzyć modne spodnie z dziurami do zakładania w zimie i jeszcze kazać je nosić tak, by odkrywać gołe kostki u nóg? A pozostałe części garderoby? Te wszystkie obściskujące nasze ciała sztuczne tkaniny, w których jest nam zimno, gdy temperatury na zewnątrz się obniżają, a za gorąco, gdy tylko lekko się aura poprawia? Nie wiem, dla kogo jest szyta ogromna większość ubrań podkreślających każdą fałdkę, niedoskonałość czy nieproporcjonalność lub w drugą stronę – przypominające worek na kartofle. Bo na pewno nie dla nas. Kobieta ma jakiś biust, jakąś talię i jakieś biodra z pupą, większe lub mniejsze. Typów sylwetek jest tylko kilka. Wszystkie te kształty powinny mieć odzwierciedlenie w linii kroju ubrań i być dopasowane jeszcze odpowiednimi zaszewkami. A po bliższym przyjrzeniu się ubraniom takich przeszyć nie mogę dostrzec albo są w nielicznych strojach. Lycra dodawana do tkanin nie załatwia wszystkiego. Ubrania, które chcę nosić, mają przylegać do ciała, a nie je ciasno opinać.

Jeszcze nie tak dawno ubranie z metką od znanego projektanta było gwarancją jakości i trwałości. Również kroju i dopasowania. Zaczęłam więc przyglądać się strojom na pokazach wielkich projektantów w poszukiwaniu inspiracji. Zdaję sobie sprawę, że ubrania prezentowane na wybiegach są swoistym rodzajem sztuki, tak jak malarstwo czy teatr i odzwierciedlają jakąś artystyczną wizję. Im bardziej się przyglądam, tym mniej kobiecości tam widzę. W najlepszym razie tylko wieszak, na którym ten strój wisi. Gdzie jest ta kobiecość nieschodząca branży modowej z ust? Jedna z gwiazd filmowych (nie jestem pewna, która, ale chyba Meryl Streep) powiedziała kiedyś w jednym z wywiadów, że nosi ubrania tylko od heteroseksualnych projektantów lub od kobiet. W innych źle się czuje i jest jej niewygodnie. Chyba coś jest na rzeczy.

Przemysł modowy ma się znakomicie. Coraz większe powierzchnie handlowe załadowane tonami ubrań ze zmieniającymi się „trendami” kilka razy w sezonie. Tylko miliony ludzi płci żeńskiej mają do założenia coraz mniej rzeczy, w których wyglądają po prostu ładnie i korzystnie, bo moda służy – jak powiedział Karl Lagerfeld – tylko najbogatszym albo modelkom. Reszcie, czyli niewymiarowym krowom, sprzedaje się torebki.

Felieton ukazał się po raz pierwszy 15 czerwca 2022 roku na portalu Polskie Merseyside.

2 komentarze

    • dee

    • 3 miesiące ago

    Calkowicie sie z Toba zgadzam. Wlasnie kilka tygodni temu wraz z 18-letnia corka zrobilysmy kilka rund po okolicznych centrach handlowych w poszukiwaniu strojow na kameralny slub i weselny obiad. Obie chcialysmy kupic sobie jakies ladne wyjsciowe sukienki. Ja – bo od trzech lat takiej nie kupowalam, a corka – bo w ogole jeszcze nie ma. No i niestety, ale obecna moda to TRAGEDIA. Z gorycza stwierdzam, ze ubrania dla mlodych dziewczyn skladaja sie obecnie z dziur, sznurkow i falban, i to niezaleznie od gabarytow i typu sylwetki, a fasony dla starszych kobiet sa po prostu straszne, a materialy koszmarne. Marzeniem scietej glowy jest znalezienie chociazby malej czarnej, a elegancka sukienka z fajnego materialu doslownie lezy w sferze marzen. Takie kupowalam w czasach przedpandemicznych, teraz – zapomnij. Zakupow przez internet nie zaryzykuje, sparzylam sie tej wiosny, kiedy to na szesc zakupionych na Amazon t-shirtow odeslalam z powrotem piec, z powodu fatalnych tkanin i kompletnie niezgodnych z tabelkami rozmiarow. Na zdjeciu widzialam ladna bluzeczke fajnie ukladajaca sie na modelce, w rzeczywistosci dostalam niemal tunike dobra dla ciezarnej. Nosze L, ale L z Amazon to tak naprawde XL, a w jednym przypadku nawet 2X. A podobno Chinczycy maja zanizona rozmiarowke… Nasze zakupy skonczyly sie niestety fiaskiem, corce udalo sie jedynie dobrac bluzeczke do posiadanej juz atlasowej spodnicy z second handu, a ja, no coz wyjelam z szafy niezawodna uniwersalna kiecke na rozne okazje, ktora mam od co najmniej osmiu lat i niejedna impreze w niej zaliczylam. Na swoje pocieszenie dodam, ze wszystkie panie obecne na wspomnianym slubie mialy na sobie sukienki dostepne obecnie w handlu, zadna z tych kiecek mi sie nie podobala i wszystkie kobiety zgodnie stwierdzily, ze naprawde nie ma teraz czego kupic, a to co jest, kupuje sie po prostu z rozpaczy. Ja stwierdzilam, ze nastepnym razem chyba udam sie do krawcowej, zaplace co prawda jak za woly, ale przynajmniej uszyje to, co bede chciala. Co za czasy!

      • Roza Wigeland

      • 3 miesiące ago

      Dziękuję za podzielenie się własnymi spostrzeżeniami. To wiele dla mnie znaczy. Cieszę się, że nie jestem w swojej opinii odosobniona.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *