Jak wytrzymać ze sobą 24/7?

Doświadczamy czegoś, co jeszcze kilkadziesiąt dni temu oglądaliśmy w filmach lub czytaliśmy o tym w książkach. Zdanie, że żyjemy w świecie, gdzie nie ma głodu, wojen i pandemii właśnie możemy wyrzucić do kosza. I mam tu na myśli nasz świat, naszą najbliższą rzeczywistość. Życie powiedziało: Sprawdzam! Masz dach nad głową i otoczenie wokół niego do dwóch kilometrów, dostęp do jedzenia i wody, jesteś podłączony do najnowszych technologii i masz wokół siebie ludzi, których wybrałeś by iść z nimi przez życie. Jak sobie radzisz? Na stronach internetowych zaroiło się natychmiast od artykułów, mówiących o tym, jak być ze sobą i nie zwariować. W społeczeństwie, które deklaruje we wszystkich sondażach, że najważniejsza jest miłość i rodzina

Jak być ze sobą i nie kłócić się? Po prostu się nie kłócić. Rozmawiać, przekonywać, negocjować. Umieć rozmawiać o tym, co czujemy, jak się czujemy, co sprawia nam radość i co nas smuci. Być ze sobą, ale i obok siebie. Wyrażać się precyzyjnie bez niedomówień i pozostawiania obszarów do domyślania się. Wspierać się, ale i nie przeszkadzać sobie nawzajem. Pozostawić wyłącznie dla siebie jakąś strefę.
Każdy z nas jest inny, każdy nasz związek jest inny. Trudno dawać ogólne rady pasujące do wszystkich ludzi. Mogę jedynie pokazać na swoim przykładzie, jak podeszłam do budowania trzeciego związku po dwóch totalnie nieudanych bazujących na miłości i postanowieniach, że mój związek na pewno nie będzie taki jak moich rodziców, że najważniejsze, abyśmy się kochali i gdy będę robiła wszystko, czego się ode mnie oczekuje, to musi być dobrze.
Byliśmy znajomymi wychodzącymi z życiowych zakrętów, każde na swojej ścieżce terapii. Ostatnią rzeczą, o której wtedy myślałam, było wchodzenie w nowy związek po wyjściu z innego, bardzo toksycznego, pełnego agresji i przemocy. Dobrze nam się ze sobą rozmawiało, wyznawaliśmy podobne wartości i po ponad roku postanowiliśmy wejść w związek partnerski na okres próbny. Jesteśmy bardzo różni. Dzieli nas różnica wieku (to ja jestem ta starsza), religia, upodobania, preferencje żywieniowe, rodzaj słuchanej muzyki i oglądanych filmów, pora posiłków i ogólny rytm dnia. Mamy różne poglądy polityczne, pochodzimy z różnych środowisk społecznych. Nie wynieśliśmy żadnych dobrych wzorców z naszych domów rodzinnych. Mieliśmy za sobą nieudane związki partnerskie i małżeńskie. Nie mieliśmy ani jednego punktu zaczepienia czy obszaru, od którego można byłoby zacząć kłaść podwaliny pod wspólne udane życie. Każde z nas pragnęło przyjaznej przestrzeni i doszliśmy do wniosku, że razem będzie nam szybciej i łatwiej udźwignąć finansowe koszty tych zmian.
Przed podjęciem jakichkolwiek działań prowadzących do wywrócenia naszych dotychczasowych rzeczywistości, usiedliśmy przy stole, odłożyliśmy na bok emocje i uczucia i opowiedzieliśmy o naszych priorytetach, oczekiwaniach i o tym, czego nie będziemy absolutnie tolerować. Złamanie tych postanowień czy deklaracji miało skutkować rozstaniem się, bez dawania drugiej szansy. Jeżeli okazałoby się, że nie nadajemy się do życia w związku i we wspólnym mieszkaniu, rozwiązalibyśmy naszą umowę. Wybraliśmy sobie nowe miasto, zmieniliśmy pracę, wynajęliśmy mieszkanie i od samego początku zaczęliśmy przestrzegać warunków kontraktu przypieczętowanego uściskiem dłoni, w którym były następujące postanowienia:
  1. Nie będziemy mieć wspólnych dzieci.
  2. Każde z nas ma oddzielne konto bankowe, pracuje i płaci po połowie wspólne rachunki i większe sprawunki do domu. Na swoje potrzeby i codzienne zakupy spożywcze wydajemy według uznania.
  3. Każdą sporną sprawę omawiamy na bieżąco dopóty, dopóki nie osiągniemy porozumienia zadowalającego obie strony. Jeżeli emocje nie pozwalają na omówienie, negocjacje czy wymianę argumentów, odkładamy rozmowę, aż będziemy gotowi do niej wrócić i wszystko załatwić pomyślnie. W tym czasie bieżące sprawy toczą się w przyjaznej i pełnej szacunku atmosferze.
  4. Niedopuszczalne jest obrażanie się, domyślanie, co kto miał na myśli, okłamywanie, zatajanie nawet niemiłej prawdy (co absolutnie nie było równoznaczne z opowiadaniem sobie szczegółów z przeszłości. Przeszłość została za nami, odkreślona grubą kreską)
  5. Żadne z nas nie pije alkoholu ani nie zażywa żadnych innych substancji zmieniających świadomość.
  6. Nie zdradzamy się. Jeżeli zdarzy się tak, że będziemy chcieli być z kimś innym, rozstaniemy się jak cywilizowani ludzie bez obrzucania się winą. Jesteśmy jednak ze sobą szczerzy i nie robimy niczego, co mogłoby stwarzać dwuznaczne sytuacje. Nie wchodzi w rachubę chodzenie na kawę z nieznanym drugiej stronie kolegą lub koleżanką, jeżeli mamy wspólnych znajomych, to są to przyjaciele domu, a nie tylko i wyłącznie jednego z nas.
  7. Każde z nas wie, gdzie, z kim i jak długo przebywa nasz partner. Zawiadamiamy się o ewentualnych spóźnieniach lub zmianach planów.
  8. Każde z nas zachowuje własną przestrzeń do różnych aktywności (hobby, pasje, spędzanie wolnego czasu, potrzeba odizolowania się od wszystkiego). Jeżeli druga osoba czegoś nie rozumie lub to nie jest jej bajka, nie musi w tym uczestniczyć, jeżeli nie chce. Nie musi wspierać i pochwalać, ale nie przeszkadza i nie krytykuje.
  9. Nie mówimy o sobie źle (w sensie: destrukcyjnie i krytycznie) w kontaktach z osobami trzecimi. Nie rozsiewamy na swój temat plotek.
  10. Żadne z nas nie wymaga od partnera jakiegokolwiek poświęcania się. Robimy, co naprawdę chcemy zrobić dla drugiej strony lub co ewentualnie możemy.
  11. Każde z nas w obszarze szeroko pojętego gospodarstwa domowego robi to, co lubi, komu z nas zabiera to mniej czasu lub ma do tego predyspozycje. Jeżeli nie ma czasu, jest chore lub np. chce leżeć i oglądać seriale, to nie robi. Jesteśmy dorośli i umiemy zadbać o siebie.
Wiem, mało romantyczne. Raz nawet usłyszałam opinię, że w umowie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością jest więcej romantyzmu niż w naszym związku
Nasz związek trwa 12 lat i nie musieliśmy ani razu renegocjować kontraktu. Zdarzały się w międzyczasie sytuacje wystawiające nas na próby: brak pracy, dwukrotna emigracja, choroby, tragedie, półroczna rozłąka, kłopoty rodzinne. Zamiast ubolewać nad losem czy szukać winy w innych ludziach i okolicznościach, wolimy zastanowić się wspólnie, co możemy w danej sytuacji zrobić. I podejmować konkretne działania.
Jak wygląda nasze życie na co dzień, gdy przebywamy ze sobą non stop?
  • Biorąc pod uwagę, że oboje w związku z naszymi przypadłościami i chorobami wyróżniamy się wysoką wrażliwością, kompulsywnymi działaniami i wahaniami nastrojów w obrębie jednej doby, zapewniliśmy sobie przestrzeń mieszkalną, w której każde z nas ma miejsce do pracy, do snu i odpoczynku i obszar, gdzie możemy delektować się życiem wspólnie. Oprócz tego dysponujemy miejscem dla ewentualnych gości, aby na czas ich pobytu nie rezygnować z własnego komfortu życia.
  • Mieszkamy w miejscu, które spełnia nasze kryteria z dostępem do natury, kultury, komunikacji, infrastruktury miejskiej.
  • Nie brakuje nam pieniędzy na codzienne rachunki, zakupy, zachcianki i miłe spędzanie czasu poza domem. Nie martwimy się przyszłością posiadając poduszkę finansową.
  • Zakres obowiązków w domu ustaliliśmy, zanim razem zamieszkaliśmy. Każde z nas robi to, co lubi, co komu lepiej wychodzi i na co poświęca mniej czasu. Skoro ja lubię sprzątać, urządzać mieszkanie, pakować nas na podróż, zaplanować logistycznie nasze wydarzenia i zrobić obiad w 15 minut, to ja się tym zajmuję. Skoro mój partner doskonale potrafi zaplanować podróż w obszarze wyszukiwania biletów, hoteli i połączeń komunikacyjnych, a robiąc zakupy potrafi kupić dwa razy więcej za dwa razy mniej niż ja, to właśnie to są jego pola działania. Oboje potrafimy zrobić wszystko, co wchodzi w zakres życia i załatwiania spraw i w razie nieobecności poradzimy sobie doskonale. Również w czasie niedyspozycji jednego z nas, druga osoba płynnie przejmuje obowiązki.
Reszta to przestrzeganie postanowień kontraktu na wspólne życie zawartego 12 lat temu, póki co bez wnoszenia aneksów do umowy. Życie upływa nam spokojnie, miło, przyjemnie, w przyjaźni, miłości i wzajemnym szacunku. Co ważne, nigdy się nie pokłóciliśmy. Odrobinę głośniejsza wymiana zdań zdarzyła się trzy razy i to ja pozwoliłam sobie nie utrzymać na wodzy emocji. Nigdy nie padło między nami ani jedno słowo, którym celowo chcieliśmy zrobić sobie przykrość. Swoje bycie razem opieramy na szczerości i nieukrywaniu niczego, co dotyczy nas lub naszych bliskich. Bardzo lubimy ze sobą rozmawiać i nie nudzimy się w swoim towarzystwie. W obecnej sytuacji życiem delektujemy się w domu i w najbliższym otoczeniu na spacerach po klifach, nadmorskich plażach w pięknym miasteczku nad Morzem Północnym. Jedyne, czego nam brakuje to randek w kawiarniach czy wspólnych posiłków poza domem oraz wydarzeń kulturalnych, z których do tej pory korzystaliśmy.
Mamy bardzo dobre życie. Nie oczekujemy więcej. Ale ono staje się jakby mimochodem coraz lepsze.
Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie jak być ze sobą cały czas i się nie kłócić, odpowiedziałabym, że należy omówić z partnerem ze wszystkimi szczegółami, jakimi kierujemy się wartościami w życiu, czego nawzajem od siebie oczekujemy, co jesteśmy w stanie tolerować, a czego nie. Dopiero po ustaleniu wszystkiego zastanówmy się, czy nasze światy mają części wspólne, które wartości nam się rozjeżdżają i co wcześniej czy później doprowadzi do konfliktów. Budowanie związku na bazie romantycznej miłości, zwłaszcza takiej, jaka płynnie do nas z książkowych romansów i ekranów filmowych jest stanowczo przereklamowane.
Written by Róża Wigeland