Prezent

Rok 2013 tuż przed Bożym Narodzeniem. Mieszkam w Norwegii. Nic nie poszło tak jak zaplanowałam. Jestem w totalnym dole bez nadziei na przyszłość, ale piszę bloga i nie pozwalam samej sobie skarżyć się. Wymyślam jakiś konkurs-zabawę i proszę w kolejnym tekście, by czytelnicy dali mi wirtualny prezent. Coś, co mnie określa i do mnie pasuje. „Dostaję” mnóstwo rzeczy mniej lub bardziej trafionych, ale jeden z nich wbija mnie w ziemię. Dosłownie.

Staje się moim amuletem, nadzieją, początkiem czegoś nowego.

Kotwica.

Kobieta „dająca” mi ją życzyła mi, bym zakotwiczyła się na w nowym kraju i by było mi tam dobrze. A ja pomyślałam, że właściwie przez całe życie byłam takim statkiem pływającym z jednego portu do drugiego i zarzucającego kotwicę to tu, to tam. Ani nie związywałam się z miejscami, ani za nimi nie tęskniłam. Wyciągałam kotwicę i płynęłam gdzieś dalej.  Mogłam żyć wszędzie i wszędzie było mi i dobrze. A jak robiło się źle, to płynęłam dalej i szukałam swojego dobrze. I znajdowałam.

Kobiety noszą biżuterię, która ich w jakiś sposób określa. Ja też szukałam swoich drobiazgów. Nosiłam na łańcuszku na szyi serduszko, znak zodiaku, jakieś chrześcijańskie symbole, inicjał imienia, amulety szczęścia takie jak słonik czy delfin.  Ale po jakimś czasie czułam, że to nie to. Że to nie moje…

Prawdopodobnie to przypadek, że Beata Zasada wpadła wtedy na taki pomysł z kotwicą. Ale ja wiedziałam od razu, że znalazłam swój symbol. To jest to! I mam teraz swoją kotwicę na szyi, przy kluczach, jako ozdobnik na półce.

Dziękuję Beatko. Często o Tobie myślę. Bo chociaż nigdy się nie spotkałyśmy i właściwie do tej pory nie rozmawiałyśmy, to tym symbolem bardzo mi pomogłaś. Od tamtego momentu wiem, że jak zrobi się źle, to zawsze znajdzie się jakiś port, w którym będę mogła zarzucić swoją kotwicę.

Macie też takie przedmioty, które was w jakiś sposób określają?

Written by Róża Wigeland