Dziesięć najpiękniejszych zapachów świata

Niektóre z nich czuję często. Niektórych z nich nie poczuję już nigdy, ale doskonale je pamiętam. Ciekawe, jak się zmagazynowały, że potrafię je przywołać i uświadomić sobie, bo przecież nie poczuć. Zapachy.

  1. Zapach świeżo upieczonego chleba. Czuję go jeszcze na ulicy zanim przekroczę próg ulubionej piekarni. Wybieram wzrokiem złocisto-brązowy chleb i podaję ekspedientce do krojenia. Dostaję z powrotem zapakowany w foliową torebkę. Otwieram torebkę i uwolniony zapach wciągam jeszcze raz.
  2. Zapach letniego deszczu, który spadł na rozgrzany asfalt miejski. Nie czuć spalin ani kurzu. Sama świeżość i przyjemna wilgoć. Dlaczego nikt jeszcze nie wpadł na pomysł zamknięcia tej woni w buteleczkach jako odświeżacz do pomieszczeń?
  3. Zapach morza, rzeki, oceanu. Mieszanka soli, wody, jodu i glonów.  Troszkę świeżej rybki. Dodane do słońca i wiatru. Bajeczna mieszanka, po której moja skóra robi się gładka i delikatna. Żaden kosmetyk nigdy tak nie zadziałał.
  4. Zapach nowej książki lub czasopisma kartkowanych zaraz po zakupie. Niby w farbie drukarskiej i papierze nie ma nic specjalnego. Dlaczego więc tylu ludzi tak uwielbia ten zapach ze mną na czele? Czy to pachną chemikalia czy obietnica przeniesienia do równoległego świata zaklętego w czarnych literkach na białym tle?
  5. Zapach siana zwożonego latem do stodoły. Wart każdego zadrapania na nogach, każdego bąbla na dłoniach i każdego kawałka skóry spalonego przez słońce.
  6. Zapach gotowanego w domu obiadu. „Co to za dom, w którym nie pachnie obiadem” – powiedział kiedyś mój jedenastoletni wówczas syn po powrocie ze szkoły pociągając nosem zaraz po zrzuceniu plecaka z ramion. Kotlety zostały „z wczoraj”, frytki miałam wrzucić do frytkownicy, a jako surówkę zaserwować sałatkę z zielonych pomidorów zrobioną w lecie i zamkniętą w słoiczku na takie właśnie okazje. Ale to zdanie powtarzam sobie do dzisiaj gotując od czasu do czasu. Bo dom, w którym nie pachnie obiadem jest tylko miejscem do spania, a nie domem.
  7. Zapach koniaku wydzielający się z ogrzewanego dłonią kieliszka. Kiedyś wyobrażałam sobie, że tak musi pachnieć Londyn i Paryż.
  8. Zapach świeżo mielonej lub parzonej kawy. Zapowiedź celebracji chwili lub zastrzyku energii – w zależności od potrzeb.
  9. Zapach główek moich dzieci.  To właśnie ten zapach, którego już nigdy nie poczuję. Dzieci wydoroślały, następnych mieć nie będę. Ale nigdy tych zapachów nie zapomnę.
  10. Jaki swój zapach chcesz mi polecić?
Written by Róża Wigeland