Zbuduj swoją wartość. Odcinek 7

Odpuść sobie. Nie przejmuj się nim/nią. Daj spokój. Zajmij się sobą i swoim życiem.

Często słyszymy te komunikaty. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. To tak jak z różowym słoniem. Nie myśl o różowym słoniu. Przestań myśleć o różowym słoniu. Zamknij oczy, zrelaksuj się i absolutnie nie myśl o różowym słoniu. Powtarzam jeszcze raz – uwolnij się od różowego słonia. I co się dzieje? Ależ oczywiście, że właśnie widzisz i myślisz o wielkim różowym słoniu! Tak działa nasz umysł, to normalne.

Ja też wpadam czasem w pułapkę zamartwiania się czymś. Najczęściej jest to coś złego, co dzieje się w życiu kogoś z rodziny, kogoś bardzo mi bliskiego i drogiego. Wiem, a przynajmniej przypuszczam, że działanie ukochanej osoby doprowadzi do przykrych konsekwencji, do tragedii lub popełnienia życiowego błędu. Ale nic nie mogę z tym zrobić, bo to nie moje działanie, nie moja droga życia, nie mój błąd. Mogę tylko opowiedzieć czego doświadczyłam, pokazać na swoim przykładzie, gdzie mnie to zaprowadziło, jakie były tego konsekwencje, jak ciężko było z tamtej drogi zawrócić i jak tego dokonałam. Mogę zapewnić, że jestem obok i służę pomocą. Mogę obiecać, że cokolwiek się nie zdarzy, jestem przy nim lub przy niej.

To trudne i bolesne, ale możliwe. Gdzieś w zakamarku duszy i tak pozostanie niepokój. Nie można tego unicestwić, ale można to okiełznać, by nie niszczyło nas, ludzi w naszym otoczeniu i naszego życia. Ten niepokój, smutek czy obawa to również składowa naszego jestestwa. Będziemy to czuły, bo na tym polega człowieczeństwo i dlatego o kimś myślimy, ponieważ kogoś kochamy i nie jest nam obojętny. O przypadkowo mijanego człowieka i jego problemy przecież się nie zamartwiamy, prawda? To jeden ze składników miłości.

Samo martwienie się jest egoizmem. To nic innego jak szkodzenie sobie samej. Martwienie się nie rozwiązuje żadnego problemu. Najprawdopodobniej tego problemu jeszcze nie ma. Panuje w naszym społeczeństwie przekonanie, że martwiąc się o swoje dzieci, nawet te dorosłe, pokazujemy, jak bardzo się o nie troszczymy. Martwienie się jest potrzebne tylko i wyłącznie nam, by świat nie pomyślał, że jesteśmy bez serca i mało empatyczne. Niestety, samo pokazywanie, że myślimy o tym i jest nam z tego powodu smutno i źle ani nic dobrego, ani nic konkretnego nie wnosi. Pokazuje tylko, że czujemy się źle. To wszystko.

Od samego myślenia nic się nie zmieni, potrzebne jest działanie i rezultaty. Niby wiemy, że nie warto się martwić czymś, co jeszcze nie nastąpiło, niby wiemy, że nie da się rozwiązać problemu, którego jeszcze nie ma, ale bardzo, bardzo trudno wyrzucić poza nawias życia i udawać, że nie zaprząta to naszego umysłu.  Zróbmy więc wszystko, co możemy w danej sytuacji. Powiedzmy, że wspieramy i jesteśmy obok. Powiedzmy, że w ogóle wiemy o czyimś problemie. Podeślijmy link, adres czy numer telefonu do instytucji lub ludzi, którzy działają w danym obszarze i mogą udzielić informacji potrzebnych do rozwiązania problemu. Reszta należy do tego człowieka, czy będzie chciał skorzystać. Można doprowadzić konia do wodopoju, ale nie można zmusić, by się napił. Możesz wskazać człowiekowi drogę wyjścia z problemowej sytuacji, ale nie możesz sprawić, by tą drogą podążał.

Skuteczne pomaganie podnosi samopoczucie pomagającego i jego poczucie własnej wartości. To właściwość ludzkiej natury – nie jest możliwe podniesienie czyjegoś poczucia wartości bez automatycznego podniesienia swojego. Niemożliwa jest dobra współpraca i praca między ludźmi, jeżeli u jej podstaw leży niszczenie innych osób. Poprzez pomaganie innym w rozwoju ich osobowości możliwy jest sukces na dłuższą metę w naszym lepszym samorozwoju. Aby to osiągnąć należy zmienić komunikaty wysyłane do ludzi.

  • Nie krytykować destrukcyjnie, nie wytykać popełnionych błędów
  • Nie potępiać
  • Uważnie słuchać
  • Akceptować
  • Być cierpliwym i uważnym
  • Wyrażać uznanie dla najmniejszego kroku na drodze do celu
  • Nie sprzeczać się, być zgodnym
  • Nie rozczulać się, nie litować

Mogę kogoś zapewnić, że cokolwiek się wydarzy, będę obok i dotrzymywać danego słowa. Ale nie zmuszać do działania według mojego scenariusza. Reszta jest czyimś życiem, a jeżeli nie mogę już nic więcej zrobić, odpuszczam.

Wypracowałam swoją metodę na odpuszczanie i zajmowanie się swoim życiem, kiedy już nic więcej nie mogę zrobić. Przekierowuję myślenie. Polega na zajęciu się czymś, co mam aktualnie do zrobienia. Czymś, czym powinnam się zająć w swoim szeroko rozumianym interesie. Zwykle zaczynam od prostych czynności. Sposób ten jest bardzo podobny do tego, w jaki sposób odwracamy uwagę małego dziecka, by nie płakało. Jeżeli dziecko coś chce, a nie możemy mu tego dać, to dajemy mu lub pokazujemy coś innego i dziecko zapomina, ciesząc się tym, co ma. To samo robimy świadomie z sobą i własnym umysłem. Mnie pomaga:

  • Sprzątanie mieszkania. Kiedy mam zajęte ręce, myślę, o tym, co aktualnie robię. Kiedy myśli uciekają mi do zamartwiania się, zakładam słuchawki włączam jakiś podcast czy wywiad i wsłuchuję się w treść. Im większe zmartwienie, tym bardziej wypucowane mieszkanie. Gdy zabraknie domu do sprzątania, przenoszę się do ogródka. Tam też zawsze jest coś do zrobienia.
  • Jeżeli w dalszym ciągu natrętne myśli nie pozwalają się odprężyć – gotuję, piekę, szyję, maluję, czytam książki, oglądam filmy i seriale. Wychodzę na spacer i myślę o pięknym otoczeniu. Trudno mi się nie uśmiechnąć do siebie i nie przypomnieć sobie, ile przeszłam, by znaleźć się w obecnym miejscu. Zawsze wtedy nachodzi mnie konkluzja, że skoro ja dałam radę, to ktoś też może. Często tak się też motywuję. Szukam kogoś, kto dokonał tego, co i ja chcę osiągnąć i myślę – skoro ktoś to zrobił, to znaczy, że jest to możliwe.
  • Jestem zwierzęciem miejskim i uwielbiam rytm życia i energię dużych miast. Ale ta energia również dość szybko mnie męczy i wyczerpuje. Kiedy zaczynam tęsknić za miejskim szumem i ludźmi, planuję kilkudniowy pobyt w Londynie. To planowanie, myślenie, co chciałabym zobaczyć, czego doświadczyć, jakie miejsca odwiedzić i z kim się spotkać wytrąca mnie z dotychczasowego rytmu życia i schematów działania, a co za tym idzie – z zamartwiania się kimś innym. Po takim pobycie albo chociaż jednodniowej wycieczce do galerii sztuki w innym mieście, czuję radość z powrotu i mam nowe pomyły i energię do działania.
  • Zanurzam się w pracy. Cokolwiek nie robię i gdzie nie pracuję, robię wszystko tak, by bez żadnego wyrzutu sumienia pod swoją pracą się podpisać.

Na pewno możesz zrobić własną listę sposobów na przekierowywanie uwagi, kiedy będziesz chciała uzbroić się w cierpliwość, by powstrzymać się przed dawaniem kolejnych wskazówek ludziom, o których zaczynasz się martwić. Każdy ma swoją drogę samorozwoju i budowania swojej wartości. Co jest dobre dla nas, niekoniecznie jest dobre dla naszych bliskich, co nie znaczy, że jest złe.

Wszystko, co robisz, aby podnieść poczucie wartości innych ludzi, automatycznie podnosi Twoje.

Written by Róża Wigeland