Z blogowego świata do realu

Spotkałyśmy się w 2013 roku na blogowym szlaku. Dzieli nas spora odległość. Ona żyje na dwa domy w Niemczech i Polsce, ja w Wielkiej Brytanii. Nie spodziewałam się, że będzie jej się kiedykolwiek chciało przylecieć, by porozmawiać ze mną twarzą w twarz. To wciąż dla mnie niezwykłe, że jestem warta aż takiego wysiłku. Wpuszczenie kogoś z wirtualnego świata do realnego życia niesie ze sobą pewne ryzyko. Zdecydowałam się po raz kolejny to zrobić. Jak dotąd tylko raz taka relacja skończyła się dla mnie niemiło i było to na poczatku blogowania. Dzięki blogowi poznałam osobiście kilka wspaniałych osób i “przyjaźnię” się z nimi do dzisiaj.

Różnimy się z Iwoną, to oczywiste. Ale łączy nas bezsprzecznie jedno: nie idziemy ze sobą na kompromis. Nie zgadzamy się na bylejakość życia. Jeżeli zaczyna być z czymś źle – poprawiamy to. Nie ma w nas akceptacji dla losu – zawsze i wszędzie można go zmienić.
Towarzyszyła mi przez prawie tydzień w moim codziennym życiu. Jadła to, co ja jem. Chodziła ze mną do pracy i obserwowała moje jednoczesne zmagania ze skacowaną dziewczyną za barem, niepełnosprawną kelnerką, olewającą swoją pracę kucharką i kilkoma wściekłymi gośćmi, bo na efekt ich „pracy” wystarczyło poczekać kwadrans. Była gościem na moim pierwszym angielskim spotkaniu autorskim. Nauczyłam ją (mam nadzieję) pić niespiesznie poranną kawę w łóżku. Zwiedzałyśmy razem piękne miejsca w Yorkshire, dyskutowałyśmy o sztuce i rozmawiałyśmy, rozmawiałyśmy, rozmawiałyśmy. Uważam, że każdy człowiek to kopalnia pięknych historii, piękniejszych i bardziej prawdziwych niż te serwowane w mediach. Iwona Wiśniewska swoją osobą tę teorię jak najbardziej potwierdza.
I na tym poprzestanę. Spędziłyśmy kilka fantastycznych dni. Wszystkie rozmowy zostaną między nami. Znów się spotkamy gdzieś w blogosferze. Czy kiedyś znowu w realu? A któż to wie?

 

 

Written by Róża Wigeland