Współczesne wytchnienie od nowoczesnego życia. Albo odwrotnie.

Są takie miejsca, do którego nikt ze mną nie chce chodzić, a które są mi potrzebne do życia niemal jak powietrze. Pełne, wielogodzinne zanurzenie się w ten świat daje mi siłę, a jednocześnie odpręża. Świat chimeryczny, chaotyczny i chwiejny. Tu nic nie może być na pewno. Bo jak już… już mi się wydaje, ze uchwyciłam istotę rzeczy i złapałam fruwającą cząstkę jakiejś materii, która zainspirowała do stworzenia czegoś, przed czym siedzę i chłonę, to zmieniając kąt patrzenia już mi się tak nie wydaje. Tu nie muszę znać odpowiedzi na ciągle nurtujące mnie pytanie: dlaczego? Tu nic nie muszę. Tu mogę po prostu być.

Tutaj można zatracić się w ogromnych przestrzeniach. Nie czuć podłogi pod stopami. Otaczająca nieskazitelna biel ścian daje pole do wyobraźni, nie mami umysłu, nie atakuje bodźcami i informacjami. I nikt ode mnie niczego nie chce.

20160223_135607

20160223_135539

20160223_135912 (1)

20160223_122510

20160223_122530

Już wiecie, gdzie Was zapraszam tym razem? To świat sztuki, świat sztuki nowoczesnej. Pochodzimy po londyńskim Tate Modern.

20160223_122311

a916f089-27e7-4d59-8694-cc3e20046058

20160223_122431

P1070066

20160223_132317

Wyświetlanie 20160217_160413.jpg

Długo czekałam, aby móc tam pójść. Czekałam, aż ta jedna, która lubi odwiedzać ze mną takie miejsca mogła w końcu opanować chorobę na tyle, by przylecieć do Londynu. Tylko ona tak samo jak ja nie wszystko z tego co tam widzi – rozumie. Ale nigdy mi nie odmawia, kiedy zapragnę znów zanurzyć się w ten tak bardzo odmienny od mojej rzeczywistości świat.

20160217_160413

Nie śledzę nazwisk i trendów w sztuce współczesnej. Właściwie niewiele się nią na co dzień interesuję. Nie będę udawała, że się na tym znam. Po prostu coś niecoś wiem. Wiem, jak rozpoznać kubizm i kilka innych nurtów, znam nazwiska i twórczość kilku artystów, których obrazy lub instalacje mi się podobają. Nie obce mi są nazwiska takie jak Francis Bacon, Andy Warhol, Piet Mondrian, Kandinsky, Magdalena Abakanowicz czy Jarek Luteracki. Ale co chciał powiedzieć autor tego tekstu w ostatnim akapicie nie umiałabym chyba wytłumaczyć nawet gdyby mnie torturowano.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie podchodzę też do sztuki nowoczesnej śmiertelnie poważnie. uważam, że trochę dystansu i zdrowego rozsądku jak najbardziej jej się należy. Patrząc na niektóre z obrazów mam ochotę zapytać twórcę, czy malował to na trzeźwo, a jeżeli nie, to jakie środki wywołały takie czarne wizje otaczającego go świata. Zdecydowanie powinien dorzucić więcej niebieskiego.

20160223_124044

Kiedy mieszkałam w Toruniu, chodziłyśmy do Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”. To też wspaniała galeria, choć nie tak ogromna. Niektóre z oglądanych tutaj obrazów, mam wrażenie, że widziałam już wcześniej, właśnie w Toruniu. Niektóre nazwiska są mi znajome, kiedy przechadzam się po drugiej kondygnacji.

20160223_132043

Do tego obrazu wróciłam dwa razy. Namalował go George Condo – muszę zapamiętać to nazwisko. Przyciągał mnie, coś chciał mi powiedzieć. Nie chcę czytać interpretacji krytyków, znawców czy nawet samego autora. Chcę mieć swoją własną, dopiero później mogę zapoznać się z tym, co inni o tym myślą i czują.  Patrząc na niego czułam, ze coś dobrego wydarzy się w moim życiu. Co? Nie wiem, ale wiem, ze to nastąpi. Szare tło tchnie spokojem – to mój dom, pomyślałam. Czarne linie, cienie i plamy są dla mnie symboliką mojej chaotycznej, nerwowej pracy, z której wracam w środku ciemnej nocy.  Biel to przebłyski poczucia szczęścia. A te pastelowe kolory to zapowiedź czegoś, co mam już blisko. Sukces? Odpoczynek? Zmiana? Może wszystko naraz?

20160223_123750

Bardzo lubię patrzeć na obrazy namalowane przez Sonię Delanuay. Są takie radosne.

20160223_133722

20160223_133734

Taki obraz z przyjemnością powiesiłabym w domu, by codziennie na niego móc patrzeć. Tylko skąd wziąć tak dużą ścianę? – włącza się w pewnym momencie mój pragmatyzm. Bo niektóre z obrazów wystawione w Tate są naprawdę ogromne – większe niż powierzchnia blokowych pokoików. Przytłaczają swoim ogromem, ale i jakimś ponurym nastrojem, defetyzmem. Ten obraz nazwałabym „depresja”.

tate 1

 

W pewnym momencie trafiamy do ciemnego pomieszczenia, w którym na dużym ekranie leci jakiś film. Przysiadamy na ławce naprzeciwko ekranu właściwie dlatego by odpocząć, bo długo już chodzimy po kondygnacjach. Ale film nas na tyle wciąga, że zostajemy do jego końca zasłuchane i zapatrzone. To wywiad kuratora? mecenasa? wystawy z artystą – Gerhardem Rihterem.

Gerhard Richter

Starszy pan opowiada,  o swoim malowaniu, o technikach, jakich się nauczył na swojej akademii, o emocjach towarzyszących przy tworzeniu swojej sztuki, o ważnych ludziach w swoim życiu. Robi to prostymi słowami, trochę nieśmiało. Na filmie pokazano też projektowanie wystawy Rihtera w Tate. Na makiecie sali wystawienniczej, na pomniejszonych w stosunku do pierwowzoru ścianach dyrektor wystawy przesuwa miniatury obrazów Gerharda Rihtera podobnie jak my w swoich domach magnesy na lodówkach. Zaprasza do współpracy innych pracowników galerii. Przekłada i dopasowuje dotąd, aż uzyskuje satysfakcjonujący go efekt. Następnie obrazy są rozpakowywane bardzo ostrożnie już we właściwej sali i stawiane na małych postumencikach na podłodze w miejscach starannie wybranych na makiecie. W tym momencie znów mi się włącza pragmatyzm i logistyka – jak oni to transportują? Bo mam wrażenie, niektóre nie zmieściłyby się nawet w tirze. Jeszcze raz dyrektor wystawy długo i starannie  kontempluje ich kolejność. Prosi pracowników o odsunięcie o 20 cm jednego obrazu od drugiego. Do sali wchodzi sam artysta i przygląda się długo swoim dziełom. Odbieram to jako odpowiednik próby generalnej przed spektaklem. W końcu Richter aprobuje wszystko, jest zachwycony. Dopiero w tym momencie pracownicy galerii przystępują do wieszania obrazów na ścianach.

W czasie tego wywiadu pokazane są migawki z momentów malowania niektórych obrazów. Widzę na nich artystę, który maluje te wielkie powierzchnie… deską, na której krawędzi nakłada kolorową farbę. Zdecydowanym ruchem przeciąga deską po płótnie zostawiając kolorowe smugi. Robi to wielokrotnie.

Gerhard Richter-malowania-dokumentalny Naczepa-0 (1)

hypebeast.com

Richter Richter

www.artnews.com

Ta abstrakcja Rihtera została sprzedana za ponad 46 mln $.

Zatrzymuję się dłużej na jednej z wystaw fotograficznych. Na zdjęciach widać ludzi, którzy zamiast twarzy mają owoce.

20160223_131905

20160223_131854

W galerii odbywają się też normalne lekcje szkolne. Dzieci i młodzież w różnym wieku słuchają wykładów na salach wśród dzieł sztuki. Robią notatki, ćwiczenia lub jak te maluchy – tworzą swoje „dzieła”. Nawiasem mówiąc, wcale nie gorsze abstrakcje od tych wiszących na wystawach.

20160223_132525

20160223_140338

W galerii jest mnóstwo ludzi i panuje dość duży gwar. Płatny wstęp jest tylko na jedną z czasowych wystaw Alexandra Caldera. Cała reszta jest dostępna bezpłatnie. Niedaleko wejścia jest stanowisko z planem galerii i informacjami o aktualnych wystawach. Nikt tego nie pilnuje, ludzie obsługują się sami. W ogóle w całej galerii nie napotkałyśmy żadnych strażników ani innych ludzi, którzy patrzyliby nam na ręce czy podejrzliwie śledzili każdy krok.

tate2

Jeszcze rzut oka na świat, do którego za chwilę wrócę. Świat wciąż gdzieś pędzący. Dokąd? Przecież po ludziach pozostaje tylko sztuka.

20160223_132932

20160223_132943

20160223_132859

20160223_132923

Wychodząc, czuję się zupełnie inaczej. Lekko, przyjemnie i spokojnie. I czuje w sobie więcej i mocy, i rozwagi. Wizyta w takim miejscu w jakiś przedziwny sposób mnie oczyszcza, prostuje zakręcone myśli. Chciałabym zabrać jakąś cząstkę tego miejsca do domu. Coś, co będzie mi przypominało o tych kilku godzinach spędzonych w Tate Modern.  Żeby móc nie bać sięgać wyżej i po więcej. Móc codziennie odszukiwać w sobie tę moc sprawczości. Wracam do jednego ze sklepów usytuowanych na terenie galerii i kupuję plakat-reprodukcję Kandinskiego. Oprawiam i wieszam na ścianie. Patrzę na niego wiele razy dziennie i ciągle odkrywam coś nowego, czego wcześniej nie zauważyłam. Chyba na tym polega wielkość takich dzieł.

P1090627

Written by Róża Wigeland