Podsumowanie

Podsumowałam kończący się rok. Zawsze to robię w tym nijakim okresie pomiędzy świętami. Przypominam sobie, co było, co zrobiłam, a czego nie. Jakie miałam plany i w jakiej części je zrealizowałam, a w jakiej mi się to nie udało. Na co miałam wpływ, a co okazało się poza moją kontrolą i zasięgiem.

Nie odkreślam grubą kreską. Analizuję, zastanawiam się, co mogłam zrobić lepiej, ale nie zrobiłam. Ale też co mi w tym przeszkodziło, co okazało się ważniejsze, z czego świadomie zrezygnowałam, co dało się przełożyć na popandemiczny czas, a co bezpowrotnie zniknęło.

Nauczyłam się tego od Oli Budzyńskiej (Pani Swojego Czasu). To ona zwróciła mi uwagę na to, by szczegółowiej analizować to, co zrobiłam, a czego nie. Dała materiały, pytania do zadawania samej sobie i niejako zmusiła, by to zastanawianie się i analizowanie było dobre, produktywne i rzeczywiście pomogło mi w przyszłym roku.

Nie robię postanowień, raczej określam cele i do nich dążę.

Żal mi niewydanej książki. To miał być album-poradnik we współpracy z artystką-fotografką. Miałyśmy już wszystko zaplanowane. Książka jest napisana, zdjęcia są wybrane, omówiłyśmy trasę promocyjną połączoną z wystawami, opracowałyśmy każdy szczegół związany z jej dystrybucją i reklamą. A potem przyszła pandemia i zamknięto nam świat. I nie dało się zrobić od strony praktycznej nic. Książka więc leży i poczeka na okres, w którym jej wydanie będzie miało sens, chociaż już wiem, że pewne okoliczności trzeba będzie zmienić. Zaczęłam za to pisać inną książkę, nad którą pracę też przerwałam, bo człowiek obok mnie, ciężko chory wymagał uwagi, opieki i troski. A mając myśli zajęte zgoła czymś zupełnie innym nie mogłam skupić się na pisaniu. Robiąc analizę minionego roku właśnie przeczytałam, co napisałam. Sporo tego! Będzie co kończyć. Podczas tej analizy odkryłam, że podczas kilku miesięcy przybyło mi przynajmniej kilka lat.

Ale niejako w międzyczasie przyszedł mi do głowy pomysł artystyczno-rękodzielniczo-literacki, który jest na ukończeniu. Brakuje mi jeszcze tylko jednego elementu, żeby spiąć moją ideę w całość i pokazać światu. I myślę, że nastąpi to już niebawem. Tylko nie mogę samej siebie poganiać i naginać, bo wiem z przeszłości, że mnie to tylko zastopuje, a nie zmobilizuje. To się zadzieje, stworzy i powstanie. Ot tak, po prostu. Przy tej okazji odkryłam w sobie umiejętność przekształcania niematerialnych pomysłów w działanie w taki sposób, że wiążąc ze sobą różne idee, pomysły i ludzi doprowadzam do powstania pięknych przedmiotów codziennego użytku.

Bo kiedy coś chcę zrobić, to to zrobię. Zajmie mi to, co najwyżej, więcej czasu niż zakładałam.

 

 

 

Written by Róża Wigeland