Dosyć!

W wywiadzie dla Wirtualnej Polski powiedziałam, że jedną z najtrudniejszych czynności w pracy w gastronomii jest nieustanne skłanianie swojego ciała do przeciwstawnych emocji, niż się naprawdę czuje.

Uśmiecham się, mówię łagodnym i uprzejmym tonem, z gracją odwracam się i idę załatwić sprawę klienta, chociaż całą sobą mam ochotę wykrzyczeć, żeby wyszedł i nigdy tu nie wracał. I nie mówię tutaj absolutnie o przyjęciu uzasadnionej skargi, że coś nie jest ciepłe, zimne lub przypalone. Czegoś jest za mało albo za dużo.  Mówię o pretensji w głosie zamawiającego specjalny dodatek zawierający wieprzowinę w restauracji arabskiej. Dociekań, dlaczego jest tak mało opcji wegańskich w restauracji, gdzie podaje się głównie steki, a nazwa, wystrój i szczegółowe menu wystawione przed wejściem aż o tym krzyczą. Mówię o dziewczynie z niebieskimi włosami, o wykolczykowanej i wytatuowanej twarzy ze źrenicami tak rozszerzonymi, że można jej zajrzeć do mózgu, która oburzonym tonem oznajmia mi, że ona nie będzie jadła pizzy wegetariańskiej tylko chce wegańską i dlaczego chcemy ją truć mozzarellą!

 

Zabiło mnie mleko, takie do kawy. Przyjmowałam zamówienie na kawę americano, wbiłam do systemu i wyskoczyło mi dodatkowe okno z ośmioma rodzajami mleka. W małej restauracji ze śródziemnomorskim menu. Z OŚMIOMA!!! Wczoraj były trzy. Zastanawiałam się jednocześnie, gdzie w naszych małych lodówkach szef kuchni zmieścił tyle rodzajów mleka? Powinnam sprawdzić, zanim pójdę zapytać gościa, czy wszystkie rodzaje mleka mamy na stanie. A gość się spieszy, co było widać, jak zamawiał kawę. Zamawiał zresztą czarną kawę. Ale nie mogę dokończyć operacji nie wybierając najpierw mleka w systemie.

Mam dość wypełniania procedur zamiast zwykłego rozsądku. Mam dość udawania, że wychodzę naprzeciw oczekiwaniom klienta, które służą tak naprawdę tylko i wyłącznie do wypełniania tabelek exela.

Nabijam zwykłe mleko, takie od krowy o średniej zawartości tłuszczu. Robię kawę, spieniam trochę mleka, nalewam do dzbanuszka i stawiam gościowi na stoliku. Odchodząc wiem, że to jeden z moich ostatnich dni pracy w tej restauracji. Muszę mentalnie odpocząć.

Mam dość. Nie wierzę, zwyczajnie nie wierzę, że co druga osoba jest na coś uczulona i nie toleruje większości normalnych produktów spożywczych. Wiem, że takie schorzenia istnieją i ludzie na nie cierpią, ale nie dotyka to aż takiej ilości społeczeństwa. Zwłaszcza tych, którzy za chwilę będą pijani, naćpani, z papierosem w dłoni.

To już nie jest mój świat.

 

Written by Róża Wigeland