Coś się zmieniło…

 

Doszłam do takiego momentu, w którym zastanawiam się, o czym pisać, gdy wszystko układa się dobrze, wręcz wspaniale? Kiedyś blogowałam w miarę regularnie. Od jakiegoś czasu zacinam się w nie pisaniu na coraz dłuższe okresy. Im lepiej mi w życiu, tym mniej pisania na blogu.

Gdybym chciała pokazać tylko jeden fragment każdego dnia, wyszłoby z tego niekończące się pasmo szczęścia, spokoju i wspaniałych chwil. Obraz tak fantastyczny, że aż nieprawdziwy. Życie przecież tak nie wygląda, powie ten i ów. Otóż nieprawda, moje takie właśnie jest. Może to, co mnie miało złego spotkać, już spotkało? Może w pierwszej części życia przeżyłam wszystko to, co złe, więc teraz przyszła pora tylko na to, co dobre? A może wystarczyło usunąć ze swojej przestrzeni wszystkich ludzi wnoszących złość, zazdrość, toksyczność i fanatyzm? Byłam w tym usuwaniu bezpardonowa przez wiele lat. Bardzo rzadko dawałam drugą szansę, wybaczałam, ale nie zapominałam krzywd. Wywalałam ze swojego życia bez cienia litości każdego, kto pokusił się zadać mi najmniejszy ból bez względu na to, jak długie, bliskie i zażyłe łączyły nas relacje. Nie brałam jeńców.

Ale nie o wojenkach teraz chciałam pisać, tylko właśnie o szczęściu i spokoju. Spełnianiu marzeń, osiąganiu celów, odkrywaniu dla siebie nowych płaszczyzn i doznań. Świat się zmienia na moich oczach. Szkoda tego nie zauważać i nie zatrzymać w pamięci. Moje życie teraz i kilkadziesiąt lat temu to jak dwie odległe planety. Zupełnie inne czasy, ludzie i zjawiska. Nie tęsknię za minionymi latami. Jeżeli czegoś mi brakuje, to potrafię odtworzyć sobie tamte smaki czy zapachy. Odwiedzić miejsca i tych, którzy dobrze mi życzą. Tylko niektórych ludzi nie da się zastąpić. Pozostaje się cieszyć, że dane mi było spotkać ich na swojej drodze.

O czym by tu zacząć pisać?

Written by Róża Wigeland