Codzienność

Cieszę się, że nie straciłam kontaktu z tymi ludźmi, na których mi zależy, choć ten kontakt pozostaje w sferze wirtualnej. Każda wiadomość zaczyna się od pytania: „Jak dajesz sobie radę?” albo „czy nie masz już dość tego całego lockdownu”.

I z tego, co czytam, widzę i słyszę, wszyscy mamy dość i wszyscy dajemy jakoś radę. Lepiej lub gorzej.

Tęsknimy do normalności choć powoli zapominamy jaka ona była.

Obawiamy się, że nic już nie będzie takie samo.

Mamy nadzieję, że kiedyś musi się to skończyć.

I trwamy.

Nie mam energii, zapału, nie mogę wykrzesać z siebie entuzjazmu do niczego. Marazm i stagnacja rozłożyła się na środku, rozlała po zakamarkach i ani myśli oddać panowanie.

Otworzyłam zapiski w kalendarzu z ubiegłego roku, żeby przypomnieć sobie, kiedy sadziłam surfinie w moim maleńkim ogródku. I zdziwiłam się, bo wydawało mi się, że to było później niż pod koniec marca. Zapamiętałam, że było już ciepło i słonecznie. Minął pierwszy tydzień lutego i mam wrażenie, że te lejące się z nieba deszcze, padający grad a ostatnio nawet śnieg, brak światła i wichury nigdy się nie skończą. Często ostatnio wspominam Londyn i to, że tam jednak było cieplej i zaciszniej niż w północnym Yorkshire. I dużo mniejsze rachunki za ogrzewanie domu.

Te zapiski w kalendarzu coś mi uświadomiły. Zapamiętuję wrażenia a nie daty. Znów chcę zasadzić surfinie w donicach wiszących na ścianie, na którą wychodzi kuchenne okno, by móc patrzeć przez całe lato na kolorowe kwiaty przy robieniu sobie porannej kawy i pieczeniu chleba. W donicach były powtykane solarne lamki, które zapalały się wraz z nadchodzącym zmierzchem. Widziałam je z okna salonu i często musiałam tłumaczyć domownikom, dlaczego mają nie zasłaniać żaluzjami tego pięknego wieczornego widoku.

W tym roku też będą surfinie i lampki solarne. Tak postanowiłam. I częściej będę zapisywać w planerze różne swoje codzienne czynności, spotkania i rozmowy z ludźmi. A Wy? Jak zapamiętujecie, co robiliście rok czy dwa lata temu?

Written by Róża Wigeland