By lepiej żyć

To miała być tylko przeprowadzka do innego miasta, by żyć w ładnym mieście tuż nad brzegiem morza. Zostawić za sobą smak porażki, że Doncaster nie spełniło naszych oczekiwań. Poziom życia niewątpliwie nam się poprawił, ale nasze artystyczne dusze zaczęły umierać nie karmione odpowiednimi dawkami sztuki, kultury i natury.

Żadne z nas długo nie przyznawało się, że się pomyliliśmy.

Dopiero po kilku miesiącach Rafał powiedział się, że nie chce tu żyć, że to nie to. Podchwyciłam to. Ale przerażała mnie kolejna przeprowadzka. Kolejna zmiana. Kolejne wyrywanie wątłych korzonków. Bardzo wolno i ciężko idzie mi uładzanie rzeczywistości. Kolejny raz będę wydeptywać ścieżki, skręcając nie w te uliczki i idąc w złym kierunku.  Znowu będę obłaskawiać sklepy, szukać lekarza i fryzjera, zmieniać adres zamieszkania we wszystkich instytucjach, załatwiać pracowniczy transfer, uczyć się nowych imion i poznawać współpracowników. To umowy do wypowiedzenia lub zerwania i kary za nie. To codzienne patrzenie na kalendarz i ustalanie terminów. Olbrzymi lęk, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. I obawa, czy dam fizycznie radę spakować dom w kilka dni i rozpakować go w nowym miejscu.

Miałam tylko jeden warunek. Miasto musi być nad dużą wodą: ocean, morze, jezioro lub duża rzeka. Patrzenie na wodę i słuchanie fal łagodzi mój stres i uspokaja. Nie chcę już za tym tęsknić i doświadczać raz do roku na urlopie przez kilka dni. Chcę mieć jeden z najpiękniejszych widoków świata w zasięgu spaceru od domu – pomyślałam.

Nasza rozmowa odbyła się pod koniec kwietnia 2019 roku. Tym razem nie czekałam z niczym. Pojechaliśmy do kilku miast wybranych po prostu z mapy. Nie sprawdzałam za wiele. Ot, połączenia z Londynem i pobliskimi lotniskami, liczbę mieszkańców, kilka znanych mi marek sklepów, bym miała gdzie robić codzienne zakupy. Nastawiłam się tylko i wyłącznie na wrażenia i intuicję. Doncaster sprawdziłam bardzo drobiazgowo, a na mojej niechęci do tego miejsca zaważyło coś zupełnie niedostrzegalnego. Tym razem odsunęłam rozum i patrzyłam sercem. I nie czekałam z decyzją, bo jedyne czego zawsze żałowałam to czas, że z czymś za długo zwlekałam. Skoro tamta strategia nie sprawdziła się, spróbuję zrobić inaczej.

Zobaczyłam po raz pierwszy ten widok za mną 11 maja 2019 roku i zakochałam się w tym miejscu.

5 sierpnia tego samego roku podpisaliśmy umowę na wynajem domu i wrócilismy z kluczami drogą nad brzegiem morza.

I jak to już w moim życiu bywa, to czego się obawiałam najbardziej przebiegło bez zarzutu, to, z czym nie powinnam mieć problemów przyniosło mnóstwo kłopotów. Sama przeprowadzka, pakowanie, rozpakowywanie, urządzanie to był pikuś, bo przyleciał do pomocy mój syn – dodatkowe dwie ręce do pracy, a właściwie dwie „złote rączki”. Dzięki niemu wszystko poszło bardzo sprawnie. Napracowaliśmy się, to fakt, ale wszystkie meble, półeczki i wieszaczki wskakiwały na swoje miejsca idealnie. Szybko okazało się, że nie mam pracy i muszę szukać nowej, bo menadżerka pubu odwołała mój transfer na drugi dzień po dograniu wszystkich szczegółów. Przygniotły mnie zmartwienia spowodowane poważnymi chorobami zarówno syna jak i córki. Kto obawiał się kiedykolwiek o życie dziecka, będzie wiedział, z czym przychodzi się zmierzyć. Ja oberwałam podwójnie w tym samym czasie.

Nową pracę znalazłam. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przestałam pracować po nocach, mam więcej wolnego czasu i nie muszę się użerać z pijanymi i naćpanymi gośćmi. Dzieci zaczęły podnosić się z chorób, a ja poczułam straszną pustkę i nie wiedziałam nawet dlaczego? Dopiero po kilku miesiącach dotarło do mnie, że spełniłam wszystkie swoje marzenia. Jedno w wyniku biegu wydarzeń na świecie zdezaktualizowało się. Trzy inne marzenia spełniły się przez zamieszkanie w Scarborough blisko plaży. I dokonało się chińskie przekleństwo: uważaj o czym marzysz, bo ci się to spełni.

I co teraz? Co spełniać, kiedy rzeczywistość przekroczyła marzenia? Po co sięgnąć? Nienawidzę tego słowa, ale je użyję. MUSZĘ wymyślić się na nowo, pokolorować innymi kredkami swój świat. Jakieś sugestie?

 

 

Written by Róża Wigeland