Czy wiesz, kiedy odnosisz sukces? Czy może dałeś sobie wmówić propagandową medialną papkę, że sukces to miliony na koncie, jachty i kilka rezydencji? A może nie daj boże z któregokolwiek bądź kościoła, sukces mierzysz ilością niebieskich kciuków lub czerwonych serduszek? Gdyby tak było to niektóre bogate gwiazdy raczej nie trafiałyby do klinik odwykowych czy też nie mówiły o próbach samobójczych. Dobrego życia ani się nie zagłusza, ani nie zostawia.

Sukcesem dla mnie jest dobre życie. Robienie tego, co chcę, kiedy chcę i z kim chcę. I posiadanie na to środków czy to w postaci czasu czy pieniędzy. Najważniejsze rzeczy potrzebne do funkcjonowania mam za darmo: powietrze, wodę, miłość, dobre nastawienie do życia.  Wystarczy sięgnąć. Na resztę mogę zarobić.

Sukces poznaję po tym, że daje mi siłę. Jest uwieńczeniem pracy nad czymś. Osiągnięciem celu. Spełnieniem marzenia. Pozwala  iść obraną drogą i zwiększać swoje wysiłki chociaż wiele razy wydawało mi się, że nie da się więcej, dalej czy mocniej. Ale sukces sprawia, że mogę te wysiłki podwajać i potrajać, sięgać wyżej i iść dalej.

Tej siły nie mogę ani dostać, ani kupić za wszystkie pieniądze tego świata. Ona jest we mnie, a sukces ją uwalnia.

Sukces odnoszę wtedy, kiedy w wyniku mojej pracy, pasji czy realizacji jakiegoś przedsięwzięcia poprawia się jakość mojego życia. Nie wystarczy, że coś zdobędę, nauczę się czy osiągnę i tylko ja o tym wiem. Muszę jeszcze to odczuć: w finansach, w związku czy w pracy. Nie wystarczy, że awansuję. Muszą za tym iść pieniądze. Nie wystarczy, że pojadę w jakiejś miejsce. Musze stamtąd coś przywieźć. Wspomnienia ze spotkań z ciekawymi ludźmi od których mogę się czegoś dowiedzieć lub nauczyć. Nawiązać relacje biznesowe lub pomocowe. Sprawdzić, czy w tym miejscu mogłabym żyć lub pracować.

Sukces jest wtedy, gdy umiem nawiązać relacje z różnymi ludźmi, które trwają latami. Nie musimy spotykać się czy rozmawiać często i pamiętać na przykład o swoich urodzinach. Wystarczy, że w każdej chwili mogę się skontaktować i uzyskać potrzebne informacje czy zwyczajnie porozmawiać o życiu.

Sukces to dla mnie samodzielne utrzymywanie się i  zarabianie takich pieniędzy, które pozwalają mi na codzienne życie na akceptowalnym dla mnie poziomie. Nie odmawianie sobie dobrego jedzenia, ubrań, butów, kosmetyków, lekarstw, podróży czy dostępu do kultury: wystaw, książek, teatru, kina, filharmonii. A prócz tego wszystkiego oszczędności pozwalające przeżyć na tym poziomie przez kilka miesięcy nie pracując.

Jednak największym dla mnie sukcesem i satysfakcją jest przekraczanie granic własnego umysłu oraz pokonywanie wytrzymałości ciała i organizmu. Przyswojenie wiedzy, która wydawała mi się przeznaczona do tej pory dla ludzi wybranych i wyjątkowych. Zdobycie umiejętności. Zrozumienie mechanizmów lub procesów, których do tej pory nie rozumiałam. Pokonanie choroby nie tylko przy pomocy lekarstw czy terapii leczniczych, ale przy wysiłku własnego umysłu. Nie poddawanie się chorobie. Wyjście z uzależnienia, wygodnych nawyków i przyzwyczajeń,  które nie dają nic poza tym, że wypełniają czas, a nie przekładają się na lepszy poziom życia.

Już niedługo, za kilka dni, może tygodni spełni się coś, o czym marzyłam czterdzieści lat. Co poczuję i co się dalej wydarzy? Nie wiem. Ale już teraz, gdy o tym myślę, mam siłę, by przenieść kilka gór. 

Wiem, kiedy odnoszę sukces i nie pozwolę sobie nikomu wmówić, że jest inaczej.

A ty? Znasz swój sekret sukcesu i dobrego życia?

 

 

 

 

 

 

 

Written by Róża Wigeland