Okrucieństwo mody

Moda jest okrutna. Ale nie mam w tej chwili na myśli hodowanie zwierzątek, które później się zabija by ich futerka służyły jako materiał na płaszcze i czapki. Na temat głodzenia się i zasłabnięć modelek na pokazach karmionych w szpitalach kroplówkami też napisano tony publikacji. Wiem, że to wszystko dzieje się na świecie, ale dzieje się niejako poza zasięgiem mojego wzroku. Nie widuję tego na co dzień, więc i niejako mniej mnie to obchodzi. Na co dzień widuję za to siebie w lustrze i inne kobiety obok mnie. I twierdzę, że moda nie jest po to byśmy ładnie wyglądały. Moda jest tylko i wyłącznie by na nas i naszej próżności zarabiać. Moda jest przede wszystkim okrutna dla tych, dla których jest tworzona. Dla kobiet.

Bo czyż nie jest okrucieństwem stworzyć modne spodnie z dziurami do zakładania w zimie i jeszcze kazać je nosić tak, by odkrywać gołe kostki u nóg? Czy te wszystkie podarte spodnie za ciężkie pieniądze dodają nam uroku? Pół ulicy dumnie kroczących młodych i nie tylko ludzi wygląda jak statyści do filmu „Nędznicy”. Nikt mi nie wmówi, że w czymś takim można ładnie i korzystnie wyglądać. Obecne ubrania albo są bardzo obcisłe, podkreślające każdą fałdkę, niedoskonałość czy nieproporcjonalność albo przypominają worki na kartofle.

Naręcza ubrań branych przeze mnie to przymierzalni w sklepach oddaję z powrotem ekspedientkom do odwieszania, bo nie układają się na moim ciele, tylko są jakby obok i pomimo moich kształtów. A jakaś nieproporcjonalna przecież nie jestem.

Od kilku lat próbuję zmienić swój styl na bardziej stosowny dla kobiety w moim wieku i mam z tym niemały problem. I nie ma tutaj znaczenia zasobność portfela czy dostępność ubrań. Odwiedzam bardzo różne londyńskie i polskie sklepy, przymierzam różne ubrania i ze zdziwieniem stwierdzam, że nie wiem dla kogo one są szyte. Bo że nie dla normalnych kobiet, to jestem już pewna. Normalna kobieta ma jakiś biust, jakąś talię i jakieś biodra z pupą, większe lub mniejsze. Wszystkie te kształty powinny mieć odzwierciedlenie w linii kroju ubrań dopasowane jeszcze odpowiednimi zaszewkami. A po bliższym przyjrzeniu się ubraniom tych zaszewek nie mogę dostrzec albo są w nielicznych strojach. Lycra dodawana do tkanin nie załatwia wszystkiego. Ubrania, które chcę nosić mają przylegać do ciała, a nie je ciasno opinać.

Jeszcze nie tak dawno ubranie z metką od znanego projektanta było gwarancją jakości i trwałości. Również kroju i dopasowania. Zaczęłam więc przyglądać się strojom na pokazach wielkich projektantów w poszukiwaniu inspiracji. Zdaję sobie sprawę, że ubrania prezentowane na wybiegach są swoistym rodzajem sztuki, tak jak malarstwo czy teatr i odzwierciedlają jakąś artystyczną wizję kobiecości. Ale im bardzie się przyglądam, tym mniej tej kobiecości tam widzę. I wiem, dlaczego ubrania dla kobiet są właśnie takie a nie inne.

Branżę modową opanowali przede wszystkim homoseksualiści. To oni kształtują trendy, wyznaczają kierunki i wymyślają ciągle nowe ubrania. Więcej w tym wizjonerstwa, twórczości czysto artystycznej i przerostu formy nad treścią. Tworzą sami dla siebie. Sztuka mody ma swoje przełożenie na projektantów ubrań dla zwykłych ludzi. A kogo widzi we mnie, kobiecie, homoseksualista? Obiekt pożądania? Nie. Przecież on pożąda kogoś podobnego do siebie. Skąd ma więc wiedzieć, w czym kobieta podoba się mężczyźnie?
Mężczyznę? Też nie, bo moje widoczne cechy płciowe, które trzeba okryć jakąś tkaniną, są jednak inne. Kogo więc widzi do ubrania projektant-homoseksualista? Młodego chłopca z wąskimi biodrami bez biustu i talii? W najlepszym razie tylko wieszak, na którym ten strój wisi. Gdzie jest ta kobiecość nie schodząca branży modowej z ust?

Jedna z kobiet-gwiazd dużego formatu (nie pamiętam niestety która) powiedziała kiedyś w jednym z wywiadów, że nosi ubrania tylko od heteroseksualnych projektantów lub od kobiet. W innych źle się czuje i jest jej niewygodnie. Coś w tym jednak jest.

Przemysł modowy ma się znakomicie. Coraz większe powierzchnie handlowe załadowane tonami ubrań zmieniającymi się kilka razy w sezonie. Tylko ja i Ty mamy coraz mniej rzeczy, w których wyglądamy jak kobiety, w których wyglądamy po prostu ładnie i korzystnie, bo moda służy – jak powiedział Karl Lagerfeld – tylko najbogatszym albo modelkom. Reszcie, czyli niewymiarowym krowom, według tego homoseksualnego kreatora mody, sprzedaje się torebki.

Written by Róża Wigeland