Niezwykły „most” na Tamizie – Emirates Air Line

Przemieszczanie się po Londynie wszelaką komunikacją jest niezwykle proste. Zapewniam was – dużo szybciej zorientujecie się jak i gdzie dojechać patrząc na mapki metra czy autobusowe niż znajdziecie właściwy przystanek z którego kursuje autobus np. w Gdańsku łączący lotnisko z dworcem kolejowym. Aplikacja w telefonie https://tfl.gov.uk/plan-a-journey/ tez bardzo ułatwia podróże i dojazdy.

Wybór środków lokomocji jest ogromny i każdy wart oddzielnego opisania. Dzisiaj zatrzymam się przy jednym – dość niezwykłym i nieoczywistym. Na zdjęciu fragmentu planu metra to ta zakreślona część znajdująca się we wschodnim Londynie.

Wiadomo jak trudnymi w budowie i kosztownymi są mosty na rzekach łączące oba brzegi. W Londynie na Tamizie mostów jest dużo, ale i tak ciągle za mało. Są mosty samochodowe przystosowane także dla transportu publicznego, są kolejowe i takie tylko dla pieszych i rowerzystów. Od niedawna jest też kolejka w stylu alpejskim.

Została oddana do użytku w czerwcu 2012 roku przed olimpiadą i wchodzi w skład sieci Transport for London https://tfl.gov.uk/. Znajduje się tuż obok stadionu O2. Przeprawa przez Tamizę odbywa się na wysokości 90 metrów i trwa 10 minut, a w godzinach szczytu 5 minut. Trzydzieści sześć gondoli jest w stanie przewieźć 2500 osób na godzinę. Można kupić bilet w kasie (jednorazowy kosztuje 4,5 funta) lub przejść przez bramkę przykładając zwykłą „oysterkę” (pobierze 3,5 funta). Koszt budowy kolejki wyniósł 60 mln funtów (dla porównania koszt budowy mostu to ok. 500 mln funtów), z czego sama kolejka kosztowała 45 mln funtów. Reszta to obsługa prawna, zarządzanie projektami i koszt pozyskiwania gruntów. Tuż przed rozpoczęciem realizacji, ze względu na zmieniające się koszty projektu wycofał się główny sponsor  – News International. Kilka miesięcy później ogłoszono, że linia lotnicza Emirates  zapewni 36 mln funtów w zamian za umieszczenie swojej nazwy.

Najtrudniejszym momentem w budowie kolejki było umieszczenie najwyższej części słupa podtrzymującej liny kolejki stojącego w Tamizie. Robiono to dźwigiem stojącym na brzegu. Odległość była tak duża, że operator dźwigu nie widział co robi. Polegał na wskazówkach pracowników znajdujących w środku słupa w rzece, którzy mieli za zadanie naprowadzić swoimi komunikatami głowicę co do milimetra i połączyć całą konstrukcję śrubami (na samym dole zdjęcie widać linię łączenia). Majstersztyk!

Po wejściu do wagonika i opanowaniu strachu pozostaje cieszyć się przeprawą przez Tamizę i podziwiać widoki.

Stadion O2 i dzielnica Canary Wharf

Doki portowe na Tamizie

To mogłaby być moja droga do pracy, gdyby nie mało przytulne otoczenie do mieszkania. Za bardzo przypomina mi wielkomiejskie blokowiska. Chociaż kto wie? Ja już nie mówię, że nigdy…

 

Written by Róża Wigeland