Na pewno homo. Nie wiem, czy sapiens…

Mam takie momenty w pracy, że… No, nie wiem, co z tym zrobić. Śmiać się? Płakać?  Zignorować? Odpowiedzieć na pytanie lub rzeczywiście udzielić wyjaśnień? Po tym  jak już się opanuję, bo w pierwszej chwili to…

Co jakiś czas przychodzi ktoś nowy, komu trzeba wszystko pokazać : gdzie, co i jak robić. Wszędzie tak jest i sama doskonale pamiętam, jak to jest pierwszego dnia w pracy, gdy nie wiadomo skąd wziąć ścierkę czy wodę do picia. Ale czasami pewne rzeczy uważam za oczywiste i ich nie tłumaczę. Ostatnio się zastanawiam, czy rzeczywiście robię dobrze, że nie tłumaczę oczywistych oczywistości, bo okazuje się, że wcale takie oczywiste nie są.

Na wstępie zaznaczam, że wszyscy opisani poniżej to młodzi dwudziesto i dwudziestokilkuletni ludzie, nierzadko po studiach w swoich krajach, znający czasem po kilka języków obcych, pochodzący z normalnych, cywilizowanych europejskich państw. Zdrowi na ciele i umyśle, a przynajmniej tak mi się wydaje, bo psychiatrą nie jestem.

I. Przez kilka dni pokazuję młodemu człowiekowi na czym polega praca na sali. Że trzeba talerze po posiłkach odnieść do kuchni, szklanki do baru, posprzątać stół, wytrzeć go, uzupełnić menu i inne materiały reklamowe, dosunąć krzesła do stołu, wyjąć śmieci spod stołu – jeżeli są. O rozpoznawaniu dań, pracy z ekranem, pagerem i odszukiwaniu numerów stolików wolę na razie nie wspominać. Po około dwóch tygodniach trafia już z talerzami do kuchni i szklankami do baru, ale krzesła zostawia nie dosunięte. Do menu nie doszliśmy. Przypominam o tym kilka razy dziennie. Jak pokażę palcem, to zrobi. Jak nie to nie. W końcu nie wytrzymuję i z wściekłością przestawiam jakieś krzesło prawie nim rzucając. Warczę jednocześnie na młodego człowieka wcale nie ukrywając, że za chwilę tym krzesłem go trzasnę.
– Dlaczego nie ustawiasz krzeseł?!
– Bo dzisiaj nic o tym nie mówiłaś – odpowiada autentycznie zdziwiony.

 

II. Przechodząc przez jedną z sal widzę potłuczoną butelkę i rozlane czerwone wino. Trzeba to natychmiast posprzątać, a ja nie mam w tej chwili czasu, bo załatwiam jednocześnie dwie reklamacje. Łapię w przelocie koleżankę i mówię jej, żeby się tym zajęła. Kiedy zanoszę kolejne dania do tej sali dla gości widzę, że szkło i wino jest nietknięte, za to stoi w kałuży żółty pachołek ostrzegający przed mokrą w tym miejscu podłogą. Sama to sprzątam, ale nie mogę sobie odmówić pytania do koleżanki.
– Dlaczego tego nie wytarłaś, gdy cię o to poprosiłam?
– Nie wiedziałam jak.

 

III. Kolejnej dziewczynie tłumaczę, jak się sprząta stoliki i czego od niej oczekuję przez te dwie godziny, kiedy dali mi ją z baru na chwilowe zastępstwo. Wszystko jest w porządku. Zauważam tylko, że pomimo, ze macha ścierką, to na stolikach są lepiące się kółka po szklankach i butelkach. Ale mam taki zapieprz, ze nie mam czasu zwrócić jej uwagi, ze coś robi nie tak. W końcu gdzieś w przelocie mówię jej, żeby poprawiła stoliki. Przytakuje, wyciera, ale ja widzę coraz więcej brudnych stołów. Przechodzę właśnie koło niej, jak wyciera stół. Przystanęłam więc i przyglądam się usiłując zgadnąć, co jest nie tak? W końcu coś mnie tknęło. Podchodzę i dotykam ściereczki, którą trzyma w ręku.
– Słuchaj, kochanie. Musisz ją zmoczyć.

 

IV. – Dostałam okres, co mam zrobić?
Stoję i próbuję zgadnąć, gdzie jest ukryta kamera. – Ale to pierwszy raz w życiu dostałaś?
– No nieeee…

 

V. Młody człowiek chodzi po sali, jakby był na spacerze w Luwrze. Z nóżki na nóżkę… Tu się rozejrzy, tam przystanie, z tamtym zagada. Ja włączyłam już przedostatni bieg i nie wyrabiam. Wkurzyłam się, bo za chwilę robota nas tak przywali, że nie wygrzebiemy się z niej przez następne parę godzin. Wołam do niego:
– Mógłbyś chodzić szybciej?!
Odpowiada mi z autentycznym przerażeniem na twarzy: – Jeszcze szybciej?

 

VI. Dziewczyna nosi talerze z jedzeniem do kilkuosobowego stolika. Upewniam, się tylko czy wszystko zaniosła i zajmuję się następnymi. Przechodząc obok tamtych gości zauważam, że nie jedzą. Wracam. Nie jedzą. Znów ich mijam – dalej nie jedzą, za to jakoś wyczekująco na mnie patrzą. Przyglądam się talerzom – wszystko w porządku. Wracam do kuchni i zwracam uwagę dziewczynie, że nie dała gościom ze stolika nr 7 sztućców.
– A powinnam?

Written by Róża Wigeland