Jedna rozmowa telefoniczna (2)

I kto by się spodziewał, że banalny telefon od koleżanki z poprzedniej pracy mojego partnera zmieni bieg mojego życia. Pogadali chwilę i RR zapytał, co aktualnie robi i gdzie mieszka. Bo poprzednia firma przestała istnieć, a raczej przekształciła się w inną, a inna zamknęła swój pobliski oddział. I albo trzeba było dość daleko dojeżdżać, albo zmienić pracę. RR zdecydował się na zmianę pracy. A koleżanka? Wyjechała do innego miasta i jest zadowolona, bo obniżyły jej się koszty życia.

Wiedziałam, że Londyn jest drogi. To znaczy wiedziałam na początku, bo później przestałam o tym myśleć i się nad tym zastanawiać. Na wszystko mi wystarczało, jakieś oszczędności też się gromadziły, niczego sobie nie odmawiałam, więc nie widziałam powodów, by to zmieniać. Aż do teraz, kiedy poczułam, że za ciężko pracuję, organizm za chwilę odmówi posłuszeństwa, a komunikaty wysyłane do przełożonych są lekceważone. Co prawda słyszałam o ludziach przeprowadzających się bardziej na północ kraju ze względu na ceny nieruchomości, ale nigdy tym bliżej się nie interesowałam.

Kilka dni później zadzwoniliśmy i wypytaliśmy koleżankę o wszystko, co tylko nam przyszło do głowy. Byliśmy naprawdę wścibscy. O koszt wynajmu domu i rachunki związane z utrzymaniem takiego domu. Ile ją kosztują codzienne zakupy, za ile i jak dojeżdża do pracy, gdzie i za ile pracuje. Czy rynek pracy nie jest przypadkiem nasycony? O wszystko! I z każdą odpowiedzią oczy robiły mi się coraz większe, a sercem zaczynała targać z zazdrość. Nie! To niemożliwe, żeby ona za wynajęcie dużego domu płaciła o wiele mniej, niż my za tą naszą klitkę, w której zabrakło miejsca nawet na książki przybywające chyba ostatnio w tempie geometrycznym po tym, jak odkryliśmy wydawnictwo Tashen.

Z tym niedowierzaniem usiedliśmy do komputera i zaczęliśmy przeglądać oferty wynajmu domów w mieście, w którym zamieszkała koleżanka. Internet potwierdził jej słowa. Chociaż my ciągle szukaliśmy kruczków, bo nie wierzyliśmy.

Oczywiście, zdawaliśmy sobie sprawę, że sam koszt wynajmu to nie wszystko. Do tego dochodzą rachunki: za wodę, gaz i prąd, internet i abonament tv oraz tzw. council tax (to podatek do urzędu miasta, dzielnicy lub regionu za wywóz śmieci, dostęp do parków czy innych atrakcji, na działalność policji, straży pożarnej itp.). Zrobiliśmy symulację opłat, porównaliśmy z obecnymi wydatkami i cały czas wychodziło nam, że tam pod względem kosztów utrzymania jest o wiele taniej.

Pozostawała jeszcze kwestia pracy, w której czułam się coraz gorzej. Zniknęła gdzieś cała moja radość z wykonywanego zawodu. Przez trzy lata nie zabił jej fizyczny ból, zmęczenie, zagrożenie własnego bezpieczeństwa czy wyjątkowo złośliwi i upierdliwi klienci. Udało się to zrobić korporacji swoimi absurdalnymi wymaganiami i manipulacją. Czułam ogromne wyczerpanie spowodowane nieustannym skłanianiom swojego ciała do reakcji wbrew przeżywanym emocjom. Próbowałam różnych sposobów by się odstresować. Spotykałam się z przyjaciółką w ulubionej kawiarni na pogaduchy, jeździłam do londyńskich galerii i muzeów by poobcować ze sztuką. Gotowałam sobie dobre rzeczy. Starałam się odrywać od codzienności i nie przejmować niektórymi współpracownikami, za których musiałam odwalać całą robotę. Tłumaczyłam sama sobie nieporadność i nieodpowiedzialność ludzi dużo młodszych ode mnie, dla których praca kilka godzin dziennie była ponad ich siły, ale zaprawdę, powiadam wam, nie znalazłam argumentu, dlaczego dla mnie, pięćdziesięciolatki, ta sama praca przez kilkanaście godzin była w sam raz.

– To co? Przeprowadzamy się do Doncaster? -zagaił któregoś dnia po tej rozmowie RR.
– Zwariowałeś? Dopiero co tutaj się jakoś urządziłam. Zapuściłam liche korzonki. I co? Znowu pakowanie i przeprowadzka? Zmiana wszystkiego? Przecież mieliśmy tutaj trochę pobyć. Kiedy? Teraz? Przed Bożym Narodzeniem, kiedy po pracy padam na pysk? Nie ma mowy! Nigdzie nie jadę!!!

– Dlaczego nie? – zadał pytanie spokojnym głosem RR.

I to było bardzo dobre pytanie.

c.d.n.

Written by Róża Wigeland