Brexit i co dalej Polacy?

Stało się. Wielka Brytania 29 marca 2017 roku uruchomi proces odłączenia się od Unii Europejskiej. Theresa May to twarda negocjatorka, a brytyjska scena polityczna nieodmiennie wprawia mnie w lekkie oszołomienie. Swoją skutecznością i szybkością działania. Powiedziała, że do końca marca uruchomi ten słynny pięćdziesiąty paragraf i z bardzo dużym prawdopodobieństwem tak się stanie.

Tym samym, zupełnie bez mojej woli i udziału spełnia się jeden z punktów, który założyłam sobie kilka lat temu przy wyborze kraju, w którym zbuduję swoje życie od nowa – mieszkać w Europie, ale poza Unią Europejską.

Spekulacjom, co się stanie z polskimi imigrantami, dla których Wielka Brytania otworzyła niegdyś swoje granice nie ma końca. Od czerwca ubiegłego roku pojawiają się artykuły i wypowiedzi, że Polacy będą musieli wrócić do kraju. Że będą deportowani, że brytyjskie banki odbiorą im domy, że brytyjscy pracodawcy nie będą zatrudniać obywateli z państw Unii, a dotychczasowych zwolnią.

Doprawdy? A na jakiej podstawie?

Chyba każdy kraj na świecie posiada swoje prawo imigracyjne. Jeżeli ktokolwiek zapragnie mieszkać, pracować lub uczyć się w Kanadzie, Australii czy Japonii i spełni kryteria zapisane w prawie imigracyjnym, to może układać sobie życie od nowa w tych państwach. Każdy, kto wjechał do Wielkiej Brytanii legalnie, posiada National Insurance number, pracuje, płaci podatki, odprowadza składki na ubezpieczenie, nie ma zatargów z prawem i nie wyłudza zasiłków jest mile widzianym człowiekiem, który przyczynia się do budowania dobrobytu tego kraju. Nie sądzę, by doszło do sytuacji, w której taki imigrant dostaje nagle pismo i zostaje poproszony o opuszczenie granic państwa, bo wychodzi ono ze struktur unijnych. Chyba wszystkim, którzy tak twierdzą, wydaje się, że tutaj prawo działa wstecz, tak jak w Polsce. Otóż nie, nie działa.

Brytyjczycy musieliby na głowę upaść i mocno się potłuc, by dopuścić do tego, by około trzech milionów pracujących ludzi (w tym prawie milion Polaków) płacących tutaj podatki ot tak, wyprosić ze swojego kraju. Aż tak głupi, by działać na szkodę własnej gospodarki to oni nie są.

Brytyjski rząd opuszczając struktury unijne działa na życzenie i w interesie własnych obywateli. Skala napływu imigrantów w ostatnich latach osiągnęła zawrotne liczby i stale się powiększała. Mówiąc wprost – wymknęła się spod kontroli. Rząd chce nad tym z powrotem zapanować i przywrócić jako taką równowagę. Niektórzy politycy powiedzieli wprost, że przy zbyt wysokim poziomie imigracji, stworzenie spójnego społeczeństwa jest niemożliwe. Gdyby rząd tego nie zrobił, to aby sprostać wymaganiom napływającej ludności w czasie ostatniego kryzysu migracyjnego Wielka Brytania musiałaby stworzyć prawie 900 tysięcy nowych miejsc w szkołach i do 2024 roku budować 210 tysięcy nowych domów rocznie. Ostatnia zima boleśnie obnażyła także stan opieki medycznej. Ludzie w czasie zwiększonej zachorowalności dłużej czekali na miejsce w szpitalach a chorzy leżeli na korytarzach. Standard życia zaczął się obniżać. A przecież nie o to chodzi.

Wielu Polaków wyjechało w ostatnim czasie, ale spowodował to raczej niski kurs funta. Jest wielu ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj tylko do pracy i z tych pieniędzy utrzymują swoje rodziny w kraju. Takim ludziom obojętne jest, gdzie pracują, byle dobrze zarobić. Przenoszą się więc do Niemiec lub krajów skandynawskich. Nie znam nikogo kto z powodu Brexitu wraca do Polski. Wracają ewentualnie ci, którzy i tak taki powrót planowali, a Brexit stał się dla nich w miarę racjonalnym argumentem.

Każdy, kto stosuje się do litery prawa, zadbał o rezydenturę, pracuje legalnie, spłaca kredyt na dom lub ma normalną umowę na wynajem mieszkania nie powinien się niczego obawiać. Dopóki na rządowej stronie https://www.gov.uk/ nie pojawią się nowe dyrektywy, nie wierzę w żadne pogłoski i dywagacje, a z doniesień polskich mediów o masowym i przymusowym wysiedlaniu wszystkich Polaków z Wielkiej Brytanii po prostu się śmieję. Póki co na https://www.gov.uk/right-of-abode widnieje taka adnotacja: There has been no change to the rights and status of EU nationals in the UK, and UK nationals in the EU, as a result of the referendum. Reszta jest spekulacjami lub pobożnymi życzeniami, bo tak naprawdę nikt jeszcze nie wie, co tak naprawdę się wydarzy i jakie rezultaty przyniosą negocjacje.

A jak będziecie czytać kolejny artykuł, w którym będą snute czarne wizje dla Polaków w Wielkiej Brytanii, to rozejrzyjcie się czy przypadkiem nie widnieje obok reklama kancelarii adwokackiej pomagającej w uzyskaniu rezydentury lub obywatelstwa brytyjskiego tudzież odzyskaniu nadpłaconego podatku. Bo gdy nie wiadomo o co jeszcze w tym straszeniu chodzi, to…

Written by Róża Wigeland